czwartek, 22 lutego 2018

16. Oh, wow, masz aż tak duże mniemanie o sobie.


Niall's POV:
Ruszyłem za Zoe na dół, gdzie zauważyłem, że kuchenna wysepka została tymczasowym stołem do piwnego ping ponga.
- Więc kto zagra przeciwko nam? - zapytała Zoe, uśmiechając się do Harry'ego, który właśnie rozstawiał czerwone kubki.
- Cóż, nasza czwórka właśnie skończyła - odpowiedział.
- Ja zagram - powiedział Jed, a jego głos z jakiegoś powodu wywołał u mnie obrzydzenie.
- A ja będę twoją partnerką - głos Rey doszedł zza moich pleców.
Trzy sekundy później stanęła po przeciwnej stronie lady, a Jed owinął rękę wokół jej talii. Starałem się zignorować to uczucie w brzuchu, kiedy nalewałem piwo do rozłożonych kubków, próbując także słuchać jakiejś opowieści Zoe.
Ale nie potrafiłem tego zrobić. Jedyne na czym mogłem się skupić było śmiechem Rey, który rozbrzmiewał, gdy tylko Jed powiedział coś, co ona uważała za zabawne.
- Co jest wygraną? - zapytała Zoe.
- Cóż, my musimy kupić Jake'owi i Maxowi burgery, bo przegraliśmy z Louisem - podpowiedział Harry.
- W porządku, przegrani stawiają jutro obiad! - krzyknęła podekscytowana Zoe i mimo że lubiłem ją, bo zawsze była taka pozytywna, wiedziałem, że razem z Rey uważamy ten pomysł za najgorszy na całym świecie.
Zdawałem sobie sprawę ze słów, które powiedziałem Rey jeszcze pięć minut temu, które sprawiły, że wszystko stało się tylko gorsze i bardziej zagmatwane, ale jak można powiedzieć komuś, że nie jest się w stanie kochać go w sposób jaki na to zasługuje, nie raniąc go przy tym?
- Dobrze, zaczynajmy - zaśmiał się Jed, a Harry rzucił mu piłeczkę.
Piętnaście minut później na stole pozostały tylko dwa kubki - jeden nasz, a drugi ich. Na szczęście jestem najlepszy w zdobywaniu ostatniego strzału, ale nie okazałem tego od razu, specjalnie nie trafiając dwa razy.
- Nie taki dobry, jak by się wydawał, hm? - powiedziała Rey, patrząc na mnie z uśmieszkiem.
- To się jeszcze okaże - odpowiedziałem, przedrzeźniając jej minę i przygotowując się do oddania ostatniego rzutu. Jednak wtedy zauważyłem jej spojrzenie, które mówiło mi, że miała nadzieję, że nie trafię, dlatego celowo tego nie zrobiłem.
Następnie nastała kolej Rey, która faktycznie rzuciła piłeczkę do naszego kubka, przez co przegraliśmy.
Wiedziałem, że nie powinienem być zadowolony, ale widok jej uśmiechu i min, które do mnie robiła sprawił, że poczułem się szczęśliwy.
Kurwa.
- Czyli musimy wam postawić burgery - zaśmiała się Zoe, po czym pogratulowała im wygranej rozgrywki.
Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak niezręczne by to było, gdybyśmy faktycznie musieli przez to przejść. Z pewnością nie miałem nastroju na wspólne wyjście z Rey i Jedem.
Ktoś puścił nową piosenkę w salonie, a Zoe pisnęła, mówiąc, że to jej ulubiony utwór.
- Zostanę tu, żeby posprzątać - poinformowałem ją i oczywiście takie już moje szczęście, że wszyscy poszli za nią, zostawiając mnie samego z Rey. Znowu.
Wyrzuciliśmy puste kubki do ogromnego kosza, nie odzywając się ani słowem.
- Chyba nie pozwolisz jej zabrać nas na obiad, racja? - zapytała, przerywając tę okropną ciszę.
- Nie wiem. Gdy się na coś uprze to nie ma na nią mocnych.
Rey przewróciła oczami.
- Jeśli ja mogłam... nieważne. Po prostu się nie zgódź, bo oboje wiemy, że to kiepski pomysł.
- Jeśli ty co mogłaś? - zapytałem.
- Co?
- Zaczęłaś zdanie, że jeśli ty mogłaś, a później powiedziałaś nieważne.
Machnęła ręką.
- Nieważne.
- Powiedz mi - nalegałem, chyba wiedząc o co chodziło, jednak nie miałem stuprocentowej pewności.
Dziewczyna westchnęła.
- Jeśli ja byłam w stanie wyciągnąć cię z zimnej wody kilka tygodni temu, to chyba ty równie dobrze możesz odwieść ją od tego pomysłu.
Wiedziałem, że to powie.
- Dzięki - powiedziałem, nie patrząc na nią.
- Ta, nieważne - mruknęła.
Było tyle słów, którymi chciałem się z nią podzielić, ale powstrzymałem się, wiedząc, że jeśli bym to zrobił, to nie mógłbym ich już cofnąć.
- Rey... - urwałem, nie wiedząc, jak dokończyć zdanie, aby jej nie rozzłościć.
Jeśli powiedziałbym jej, że ją kocham i staram się ją kochać i że faktycznie ją kocham to tylko spieprzyłbym wszystko.
- Słucham, Niall - wtrąciła, odwracając się do mnie ze zirytowaną miną.
- Nieważne.
W taki sposób jest lepiej.
- Jasne - zaśmiała się sucho, po czym wyszła z kuchni.
- Hej, stary, wszystko w porządku? - Zayn zapytał mnie minutę później, gdy przyszedł po dolewkę alkoholu.
- Ta, czemu pytasz?
Wzruszył ramionami.
- Ty i Rey wydajecie się nerwowi.
- Coś ci powiedziała? - zapytałem, starając się zachowywać, jakby mnie to nie obchodziło.
- O czym?
- O... no wiesz, gdy byliście wcześniej w jej pokoju - dodałem, a on uniósł brwi.
- Nie. Rozmawialiśmy tylko o Gigi. Nic o tobie nie wspominała.
- Dobrze.
Kiedy już miałem wychodzić, Zayn wypowiedział moje imię.
- Tak?
- Czemu jesteś z Zoe? Nigdy nawet o niej nie mówisz.
Zmarszczyłem brwi.
- Czemu z nią jestem? Co to za pytanie?
- Nigdy się z nikim nie umawiałeś, a teraz nagle z nią chodzisz?
Wzruszyłem ramionami.
- Ja po prostu... to po prostu się stało.
- Wiesz, że ona jest kopią Rey, racja?
- Co to ma niby znaczyć?
- Myślę, że dobrze wiesz - odpowiedział, popijając swojego drinka, na co ja westchnąłem.
- Tak, cóż, przynajmniej ją mogę uszczęśliwić.
Zayn pokręcił głową.
- Stary, jesteś idiotą. Wybacz.
- Wiem - powiedziałem, po czym wyszedłem z kuchni, żeby pójść do łazienki.
Toaleta na parterze była zajęta, dlatego odczekałem parę minut, zanim zacząłem pukać, a drzwi się otworzyły.
- Płakałaś? - zapytałem, gdy ujrzałem Rey, która odwróciła się w stronę lustra, żeby przebiec opuszkami palców pod oczami.
- Właśnie wychodziłam - odpowiedziała, ale wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi.
- Czemu płakałaś?
- Oh, nie udawaj, że cię to obchodzi - prychnęła, odwracając się do mnie.
- Obchodzi mnie, w przeciwnym razie bym nie pytał - stwierdziłem, a ona przewróciła oczami.
- Nieważne, Niall. Nie jestem teraz w nastroju, naprawdę.
Zanim mógłbym ją zatrzymać, przeszła obok mnie w kierunku drzwi, zostawiając mnie samego.
Westchnąłem i poprawiłem swoje włosy, po czym obmyłem twarz zimną wodą.
Czemu miałaby płakać? Właśnie wymijająco powiedziałem jej, że darzę ją mocnym uczuciem.
- Możemy porozmawiać? - zapytałem ją, gdy stała obok telewizora, gadając z Jedem. Starałem się zachować spokój i nie poddać się swojej potrzebie uderzenia go w twarz.
- O czym? - zapytała chłodno, zakładając na piersi ramiona.
- Na osobności? - zasugerowałem, a ona przewróciła oczami, po czym wyszła za mną na tylni taras.
- Jak to się stało, że jeszcze nigdy nie urządziłaś imprezy nad basenem? - zapytałem.
- Urządziłam, ale nigdy nie byłeś zaproszony. O tym chciałeś ze mną porozmawiać?
- Nie. Posłuchaj, jeśli powiedziałem coś, co zmusiło cię do płaczu lub.... nie wiem, przepraszam.
- Oh, wow, masz aż tak duże mniemanie o sobie - parsknęła. - Myślisz, że jesteś dla mnie taki ważny, że faktycznie miałabym przez ciebie płakać?
To zabolało, ale nie okazałem tego.
- Wracaj do swojej ślicznej dziewczyny, którą tak kochasz I pilnuj własnego nosa, dobrze? Na tym skończymy tę rozmowę.
- Co ona ma z tym wspólnego? - zapytałem, nie do końca rozumiejąc, czemu brałem teraz stronę Zoe.
- Wszystko! Mam dość tego, że traktujesz ją, jakby była słońcem, a później przychodzisz do mnie I mówisz mi rzeczy, które mówisz? Myślisz, że kim jesteś do cholery?! Wiesz co, oboje na siebie zasługujecie, skoro oboje uważacie się za najważniejszych ludzi na całym tym pieprzonym ŚWIECIE! Cóż, wiesz co, Niall, naprawdę mam nadzieję, że skończycie razem, ale miejmy wszyscy nadzieję, że nie będziecie mieć dzieci - powiedziała chaotycznie.
- Słucham?
Oboje odwróciliśmy głowy w stronę drzwi, gdzie ujrzeliśmy wkurzoną jak cholera Zoe.

Rey's POV:
- Co? - zapytałam, patrząc na Zoe. Naprawdę nie miałam na to nastroju.
- Za kogo się uważasz, że myślisz, że możesz tak o mnie mówić? Ty fałszywa suko - syknęła, a ja uniosłam brwi.
- Nie róbmy tego, dobrze? - powiedziałam, przewracając oczami i przechodząc obok niej, aby wejść do środka.
- Nie, no dalej! Powiedz mi to w twarz! - krzyknęła, a parę osób odwróciło się w naszą stronę.
- Nie podnoś na mnie głosu! Nie jesteś dla mnie aż tak ważna, żebym miała tracić czas na plotkowanie o tobie za twoimi plecami - zaśmiałam się.
Ktoś przyciszył muzykę.
- A jednak to do kurwy robisz. Jestem dla ciebie miła, a ty obrabiasz mi tyłek!? - wykrzyknęła, zbliżając się do mnie o krok.
- Jakbyś ty nigdy tego nie robiła - zaśmiałam się. - Dobrze wiem, że ty również mnie obgadywałaś.
W tamtym momencie byłam taka zła, że z chęcią mogłabym coś rozwalić. Może to ją mogłabym uderzyć?
- Zaufaj mi, nie chcesz mnie wkurzyć - krzyknęłam, ponieważ ona również krzyczała.
- Albo co? Zadzwonisz po swojego tatusia? - prychnęła, a ja pokazałam jej środkowy palec, ruszając do kuchni, aby nalać sobie szklankę wody.
Czy nie wystarczyło, że już dzisiaj płakałam z powodu Nialla, który mieszał mi w głowie, a teraz musiałam użerać się z jego wściekłą dziewczyną?
- Jasne, odejdź jak ta przestraszona dziwka, którą zresztą jesteś - powiedziała, gdy kuchenne drzwi zamknęły się za mną.
- Rey, nie zaczynaj tego gówna, po prostu się uspokójmy - Jake powiedział mi, gdy wszedł za mną do kuchni.
- Czy ty w ogóle słyszałeś, jak ona się do mnie odzywa?
- Tak, ale...
- Oh, nadal tu jesteś? - zapytała Zoe, kiedy weszła do kuchni. I to wystarczyło, żebym straciła nad sobą panowanie. Puściłam szklankę wody na podłogę i podniosłam się na blacie, żeby się do niej zbliżyć.
Dziewczyna zaśmiała się ohydnie.
- Nie śmiej się za mocno, bo twoje doczepy mogą ci wypaść - poradziłam, co wydawało się ją porządnie wkurzyć, ponieważ od razu weszła kolanem na ladę, żeby się ze mną zmierzyć.
- Rey, przestań - powiedział Jake, zabierając mnie z blatu, ale uwolniłam się z jego uścisku, żeby przycisnąć Zoe do podłogi, wyrywając jej doczepiane włosy.
Krzyknęła i rzuciła się z pazurami do mojej twarzy, ale przytrzymałam ją, krzycząc, żeby przestała być taką suką.
Drzwi od kuchni zostały przez kogoś otworzone, przez co wszyscy teraz na nas patrzyli.
- Co, byłaś tak zdesperowana, żeby kogoś zaliczyć, że zaczęłaś dobierać się do mojego chłopaka? - syknęła, a ja ścisnęłam dłoń w pięść, żeby ją uderzyć, ale dziewczyna zrobiła unik, przez co moja dłoń zderzyła się z marmurową podłogą.
I cholera, to bolało jak diabli.
- Przestańcie! - krzyknął Niall, podchodząc za mnie, gdy próbowałam wyrwać trochę prawdziwych włosów Zoe. Chłopak owinął ramiona wokół mojej talii i podniósł mnie tak, że moje stopy nawet nie dotykały podłogi.
- Puszczaj, może gdy ją uderzę, to trochę zmądrzeje - powiedziałam, ale Jed już ją podnosił z podłogi, przytrzymując ją, gdy ona mnie przeklinała.
- Spójrz na te włosy leżące na podłodze, trochę żenujące, racja? - zapytałam, gdy ona próbowała wyrwać się z uścisku Jeda.
Gdy tylko Niall postawił mnie na ziemi, ruszyłam w jej kierunku, co spowodowało, że chłopak ponownie mnie złapał, ale tym razem przerzucił mnie przez swoje ramię. Chwyciłam rękami ladę i przyciągnęłam się jak najmocniej, co zmusiło go do odwrócenia się, dzięki czemu mogłam stanąć z nią twarzą w twarz.
- Precz z mojego domu - powiedziałam z włosami na całej mojej twarzy. - I zabierz ze sobą swoją tanią perukę.
- Jesteś hipokrytką - stwierdziła, a Jed odsunął ją na bok, dzięki czemu Niall mógł wyjść z kuchni ze mną na swoim ramieniu.
Ale zanim zniknęła nam z oczu, machnęłam nogą, uderzając ją prosto w twarz.
- Ty dziwko! - krzyknęła, a ja warknęłam, żeby wynosiła się z mojego domu.
Niall poszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi, w końcu mnie odstawiając.
- Nudziło mnie gapienie się na twój tyłek, dzięki - powiedziałam.
- Krwawisz - zauważył. Spojrzałam na swoje dłonie. Faktycznie krwawiłam z powodu niecelnej próby uderzenia Zoe.
- Co to do kurwy było? - zapytał, gdy przeglądałam szafki w poszukiwaniu bandaży.
- Twoja dziewczyna wyczerpała resztki mojej cierpliwości - stwierdziłam.
Niall nie odezwał się, patrząc po prostu, jak siadam na krawędzi wanny, aby zawinąć bandaż wokół swojej dłoni.
- Wyszła? - zapytałam, gdy wyciągnął telefon, ponieważ dostał wiadomość.
- Tak, właśnie zamówiła ubera. Myślę, że lepiej będzie, jeśli tu zostaniesz, dopóki nie odjedzie.
- Dobrze - powiedziałam, krzyżując ramiona na piersi oraz ściągając usta w niezadowolony dziubek. - Jeśli chcesz z nią jechać, to droga wolna.
Niall westchnął, opierając się o umywalkę.
- Czy naprawdę jesteś aż taka głupia? - zapytał.
- Co?
- Podszedłem i odciągnąłem ciebie, a później przyszedłem tu z tobą zamiast z nią.
- Więc co to ma oznaczać? Że nie chcesz, żebym ją bardziej upokorzyła? - zapytałam, przewracając oczami.
- Nie, to miało oznaczać, że...
Nagle nastało pukanie do drzwi.
- To ja, Jake. Zoe już pojechała.
- Zaraz wracam - powiedziałam mu, odwracając się do Nialla. - Co to miało oznaczać?
- Jezu Chryste, Renee. To oznacza, że zależy mi na tobie, dobrze? Bardziej niż na niej.
Moje serce zrobiło fikołka, ale moja mina suki nawet nie drgnęła.
- Zamierzasz z nią zerwać?
Zawahał się, co było dla mnie wystarczającą odpowiedzią.
- Czyli nie - stwierdziłam, wstając. - Słuchaj, mam dość...
- Dobrze, powiedzmy, że z nią zerwę. I co potem? Zaczniemy się umawiać? Ty i ja? Jakby twoi rodzice mieli mnie w ogóle zaakceptować i nikt nie miałby nas osądzać? Poukładana dziewczyna i facet, który dorastał w najgorszej dzielnicy tego miasta, huh?
- A czym to się różni od ciebie i Zoe? Czy ona również nie jest bogata i w ogóle?
- Tak, ale... nie obchodzi mnie to.
Westchnęłam, ruszając w kierunku drzwi.
- Mam dość tej rozmowy, Niall. Mam dość. Szczerze, mam dość - powiedziałam.
- Dość czego?
- Nas. Wszystkiego. Mam dość twojego mówienia o czymś, a następnie twoich odwrotnych czynów. Mam dość twojego całowania jej, a później mnie. Mieszasz mi w głowie. I nawet jeśli to jest dobre dla twojego ego, to nie oznacza, że muszę na to patrzeć i to akceptować. Mam dość.
Przekręciłam klucz w drzwiach i wyszłam z łazienki, co równie dobrze mogło być najtrudniejszą rzeczą, jaką musiałam zrobić w całym swoim życiu. Poprosiłam Jake'a, żeby wyprosił imprezowiczów, po czym ruszyłam na górę i zamknęłam się w swoim pokoju.
Zasnęłam godzinę później, gdy muzyka nadal grała na dole, co ani trochę mnie nie obchodziło.

----------------------------------------

Pierwszy dzień szkoły w 2018 roku był kurewskim żartem. Ledwie zaczęła się przerwa śniadaniowa, a ja już chciałam wrócić do domu. Po pierwsze, zbliżały się mistrzostwa, co oznaczało, że ciągle będę widywać Nialla oraz Jeda, a po drugie, zaczęłam już stresować się egzaminami, które odbędą się za pięć miesięcy.
- Rey, potrzebuję twojej przysługi - poprosił Jason zaraz przed treningiem.
- Jakiej? - zapytałam, rozgrzewając się.
- Mam pewną sprawę z chłopakami po treningu, a zostawiłem u Lilly podręcznik z chemii, którego będę potrzebował, bo jutro mam sprawdzian.
- Kiedy u niej byłeś? - zapytałam.
- No wiesz, potrafię się wymykać.
- Oh, okej. Ona wie, że przyjdę?
Jason skinął głową.
- Tak. Wielkie dzięki.
Uśmiechnęłam się, patrząc jak biegnie w kierunku swojej drużyny i mimowolnie nawiązałam z Niallem kontakt wzrokowy, przez co szybko odwróciłam głowę.
- Więęęc, twoja mama mówiła ci o sesji zdjęciowej dla Alexandra Wanga? Mój agent zadzwonił i powiedział mi, że się dostałam.
- Uh, tak.
- Nie stresujesz się? - zapytała, a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie bardzo.
- Oh, dobrze, w takim razie będę się stresować za nas obie - zaśmiała się, a ja wymusiłam uśmiech, po czym wróciłam do swojego zespołu.
- Dobrze, dziewczyny! Zacznijmy od piramidy, a później zrobimy dalszą część układu. W końcu w weekend mamy występ!
Kiedy wsiadłam do auta po treningu, westchnęłam i oparłam głowę o kierownicę. Nienawidziłam wszystkiego. A spowodowane to było moją dziwną miłością/nienawiścią skierowaną w kierunku największego idioty w całej szkole.
Dwadzieścia minut później dotarłam do domu Nialla... to znaczy Lilly. Dziewczyna otworzyła mi drzwi z uśmiechem, zapraszając mnie do środka.
- Przyszłam po podręcznik Jasona.
- Wiem, proszę - powiedziała, podając mi książkę
- Dzięki.
Gdy już miałam wyjść, Lilly zatrzymała mnie.
- Właściwie mogłabyś zaczekać minutkę? Chcę ci coś dać - poprosiła, dlatego zamknęłam drzwi, a ona pobiegła na górę.
- Halo? - zapytał ktoś, po czym braciszek Nialla wyszedł z salonu.
- Jestem Rey - przywitałam go, a on rozszerzył oczy, jakby sobie mnie przypomniał.
- Wiem kim jesteś.
Uśmiechnęłam się, a on przytulił moje kolana, przez co niezręcznie poklepałam go po głowie, czekając na powrót Lilly. Usłyszałam jakieś dźwięki na górze, jakby ktoś używał drukarki.
- Niall mówił mi, że jesteś ładna. Miał rację - powiedział z uśmiechem. - Nadal masz te ubrania?
Zmarszczyłam brwi.
- Jakie ubrania?
- Te pluszowe - wykrzyknął, a ja przypomniałam sobie ten sweter z puszystymi kulkami.
- Tak.
- Podobają mi się! - pisnął, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
Sekundę później Lilly wróciła do nas i podała mi złożoną kartkę.
- NIGDY NIKOMU nie mów, że ci to dałam, ale po prostu musisz to zobaczyć.
- Co to jest? - zapytałam.
- Kopia piosenek Nialla. Piosenki.
Otworzyłam ze zdziwieniem usta.
- Niall pisze piosenki?
Lilly skinęła głową.
- Gdy był młodszy ciągle grał na gitarze i pisał piosenki. Zanim... no cóż, zanim wszystko się zmieniło. Nie sądziłam, że nadal to robi, ponieważ zmienił się parę lat temu, ale znalazłam je w tamtym tygodniu.
- Dzięki.
- PA REY! - krzyknął Eddie, machając do mnie rączką, kiedy wychodziłam z ich domu.
Pomachałam do niego i uruchomiłam silnik auta, ale minutę później zatrzymałam się ulicę dalej i wyciągnęłam z torby kartkę, na której zapisane były dwie piosenki.
15.11.2017 - On My Own
Everybody's got somebody / Każdy kogoś ma
I just wanna be alone / A ja chcę być sam
Well, I don't need no one / Cóż, nikogo nie potrzebuję
Have too much fun / Zbyt dobrze się bawię
Out here on my own / Kiedy jestem tu sam
I'll drink 'til it's empty / Będę pił, aż butelka będzie pusta
Stay out 'til it's late / Będę imprezował, aż padnę
I'll wake up at midday / Obudzę się w południe
And marry my bed / I ożenię się z moim łóżkiem
I'll kiss all the women / Pocałuję wszystkie kobiety
Get punched in the head / Ktoś uderzy mnie w głowę
You could offer the world, baby / Mogłabyś zaoferować mi cały świat, kochanie
But I'll take this instead, yeah / Ale i tak wybiorę to, co mam, tak
Long came the devil, caught my eye / Nadeszła diablica, przykuła moją uwagę
She's kind of my type / Jest w moim typie
Chelsea baby, drives me crazy / Słodka z Chelsea, doprowadza mnie do szaleństwa
Oh, but there's one thing on my mind / Och, ale w głowie mam tylko
I'll drink 'til it's empty / Będę pił, aż butelka będzie pusta
Stay out 'til it's dead / Będę imprezował, aż padnę
I'll wake up at midday / Obudzę się w południe
And marry my bed / I ożenię się z moim łóżkiem
I'll kiss all the women / Pocałuje wszystkie kobiety
Get punched in the head / Ktoś uderzy mnie w głowę
You could offer the world, baby / Mogłabyś zaoferować mi cały świat, kochanie
But I'll take this instead / Ale i tak wybiorę to, co mam
Yeah, yeah, yeah / Tak, tak, tak
Następnie spojrzałam na tekst obok.
20.12.2017 - You and Me
I've got a young heart / Mam młode serce
And it's wild and free / Jest dzikie i wolne
And I don't know where it starts / I nie wiem, gdzie to wszystko się zaczyna,
But it ends with you and me / Ale skończy się na tobie i na mnie
It's a hard road as far as I can see / Z tego co widzę, to jest trudna droga
I don't know where I'm going / I nie wiem dokąd zmierzam
But I'll get back to you and me / Ale wrócę do ciebie i do mnie
'Cause we're two kids / Bo jesteśmy dwoma dzieciakami
Trying to start a fight / Próbującymi zacząć walkę
No matter where we go / Nieważne dokąd pójdziemy
Yeah, we'll be alright / Wszystko będzie dobrze
All I'm asking for / Proszę tylko o
A bit of patience, please / Trochę cierpliwości, proszę
'Cause I know what's to come / Bo wiem, co nastąpi
And it's coming for you and me / A będzie to dotyczyło ciebie i mnie
Time has never been on our side / Czas nigdy nie był po naszej stronie
So would you wait for me? / Więc, nie czekaj na mnie
I lead a selfish life / Wiodę egoistyczne życie
'Cause that's what I need / Bo tego właśnie potrzebuję
What do I have to do / Co muszę zrobić
To make you believe? / Byś uwierzyła,
It's all for you and me / Że robię to wszystko dla ciebie i dla mnie
From a distance / Z daleka
I can hear you cry / Słyszę jak płaczesz
But don't you worry, darlin' / Nie martw się kochanie
Don't lose sleep tonight / Nie mów, że to kłamstwo
I can promise it / Bo obiecuję ci
I can guarantee / Tak, gwarantuję ci
That at the end of the road / Że na końcu drogi
I see you with me / Widzę ciebie i mnie
Kilka wersów było skreślonych długopisem o innym kolorze, co prawdopodobnie oznaczało, że zrobił parę poprawek, ale przeczytałam te piosenki jeszcze trzy razy, a w sercu poczułam coś dziwnego.
Nagle nastało pukanie do szyby, a moje serce zatrzymało się, przez co wypuściłam kartkę na podłogę i uniosłam wzrok, aby zauważyć twarz Nialla.
- Śledzisz mnie? - zapytał, kiedy odsunęłam okno.
- Nie, przyszłam po podręcznik Jasona - powiedziałam i gdy już miałam zamknąć szybę, Niall położył na niej dłoń.
- Nic ci nie jest? - zapytał, a ja skinęłam głową, po czym odsunęłam jego rękę i odjechałam, zostawiając go za sobą.
Jeśli istnieje jakiś sposób zapomnienia o kimś, to z pewnością jest to jak najmniejszy kontakt z tą osobą.
Kiedy wróciłam do domu, ponownie przeczytałam piosenki kilka razy, starając się zrozumieć, czy te teksty były o mnie czy o Zoe oraz czemu skreślił niektóre słowa.
'Cause we're two kids / Bo jesteśmy dwoma dzieciakami
Trying to start a fight / Próbującymi zacząć walkę
No matter where we go / Nieważne dokąd pójdziemy
Yeah, we'll be alright / Wszystko będzie dobrze
All I'm asking for / Proszę tylko o
A bit of patience, please / Trochę cierpliwości, proszę
'Cause I know what's to come / Bo wiem, co nastąpi
And it's coming for you and me / A będzie to dotyczyło ciebie i mnie
No proszę, to przecież musiało być o mnie, racja? A jeśli było, to dlaczego do kurwy on się tak zachowywał? I czemu nadal był z tą dziwką?
Zgniotłam kartkę I wyrzuciłam ją do kosza, po czym wyciągnęłam z torby podręczniki.

----------------------------------------

Następnego ranka obudziłam się, ponieważ Rosa pomyślała, że świetnym pomysłem będzie odkurzanie o ósmej rano.
Chwilę później, gdy ja robiłam makijaż, weszła do mojego pokoju, aby wyrzucić moje śmieci.
- Rosa, zaczekaj! - poprosiłam i podeszłam do niej, aby przeszukać zawartość kosza, aby wyciągnąć z niego kopię piosenek Nialla.
Kobieta pokręciła głową z uśmiechem i powiedziała mi, że śniadanie jest gotowe.
Włożyłam kartkę pod swoją poduszkę i spakowałam torebkę, po czym zeszłam na dół.
- Przygotowany na sprawdzian? - zapytałam Jasona, gdy staliśmy na czerwonym świetle.
- Jaki sprawdzian?
- Ten z chemii? To nie dzisiaj?
- OH... tak, jasne. Dzięki.
Kiedy, dziesięć minut później, weszłam do szkoły, na korytarzach wszyscy plotkowali z ekscytacją, co było dziwne, ponieważ zazwyczaj wszyscy byli zrzędliwi i w ogóle się nie odzywali aż do końca pierwszej lekcji.
- Co się dzieje? - zapytałam Jake'a, który szeptał o czymś z Sophią.
- Będziemy mieć dzisiaj nowego kolegę.
- W środku roku? - zapytałam. - Czemu?
- Wywalili go z ostatniej szkoły. Złe zachowanie czy coś takiego - powiedziała Sophia.
- Mam nadzieję, że będzie seksowny - Jake rozmarzył się, przygryzając wargę. - Ale podobno jest tak dobrym piłkarzem, że nasza szkoła przyjęła go jakby na stypendium.
- Nie mamy teraz angielskiego? Dostaniemy opieprz, jeśli się spóźnimy - stwierdziłam, zamykając szafkę.
Zajęliśmy swoje miejsca na tyle sali, a dwie minuty później do środka wszedł nauczyciel, dyrektor oraz ten nowy chłopak, który wydawał się być wytatuowany od stóp po głowę.
- Dzień dobry, klaso. Chciałbym wam przedstawić naszego nowego ucznia. Ma na imię Luke Hemmings. Oczekuję, że będziecie go dobrze traktować - zaczął dyrektor, po czym przeszedł do jakiejś bezsensownej paplaniny.
- O mój BOŻE! - szepnął Jake, pochylając się do mnie. - JEST TAKI GORĄCY! Widzisz ten kolczyk w wardze? Chyba umrę.
Przewróciłam oczami.
- Tak... nie jest taki zły.
Ponownie na niego spojrzałam, przez co nasze oczy spotkały się na chwilę, dopóki drzwi nie otworzyły się, ponieważ do środka wszedł Niall.
- Pan Horan, jak zwykle na czas - prychnął nauczyciel, na co Niall przewrócił oczami. - To jest nasz nowy uczeń, Luke.
- Hej - przywitali się, podając sobie dłoń.
- Cześć, stary - odpowiedział Luke.
I okej, po pierwsze, czy oni się znali? A po drugie, on miał pieprzony kolczyk w języku.
Niall nawet nie podniósł wzroku znad swoich butów, gdy zajmował swoje miejsce.
- Dobrze, wracajcie do lekcji - powiedział dyrektor, po czym rozejrzał się po klasie. - Tam, na tyle, masz puste siedzenie, panie Hemmings.
Luke wzruszył ramionami I przerzucił plecak przez ramię, po czym podszedł do Jake'a i zajął krzesło obok niego.
Jake odwrócił do mnie nonszalancko głowę, udając że krzyczy, ale ja mogłam się skupić jedynie na Luke'u, ponieważ totalnie przypominał mi kogoś, ale nie potrafiłam skojarzyć kogo.
Nie mogłam się doczekać przerwy śniadaniowej, ponieważ, zawsze gdy działo się coś ciekawego, Jake nie potrafił się zamknąć, co było najlepszą rzeczą na świcie. A nowy, seksowny chłopak, który został wyrzucony za złe zachowanie idealnie się do tego nadawał.
- Rey, umarłem i poszedłem do nieba, przysięgam - stwierdził Jake, gdy tylko usiadł przy naszym stoliku. - Mam z nim historię sztuki i nauczyciel kazał mu się przedstawić. I wiesz CO?
- Co? Wiem już, że ma kolczyk w języku.
- Nie o to chodzi. On jest pieprzonym AUSTRALIJCZYKIEM. No wiesz, ma najgorętszy akcent na całym świecie.
- Co ty masz z tymi australijskimi akcentami? - zaśmiała się Sophia, grzebiąc w swojej sałatce.
- Po prostu mnie podniecają. Myślę, że są dla mnie tym samym co brytyjskie akcenty dla Amerykanów.
- Wydaje mi się, czy on zna Nialla? - zapytałam, a Jake wskazał głowę na coś za mną. Odwróciłam się lekko, aby sprawdzić o co chodzi.
I tak, Luke siedział z Niallem i pozostałymi piłkarzami przy tym samym stoliku, śmiejąc się głośno.
- Przypomina mi kogoś, ale cholera w ogóle nie wiem kogo - stwierdziłam.
Jake i Sophia wymienili spojrzenia, jakby już o tym rozmawiali.
- Co? - zapytałam.
- Wyobraź sobie, że nie ma tych tatuaży. Tylko kolczyki - poradziła Soph.
- Już, no i co?
- On jest bardziej wytatuowaną wersją Nialla, na miłość boską - rzekł Jake. - Jest 'Zoe'. Męską wersją tego, czym Zoe jest dla Nialla.
Prychnęłam.
- Ta, jasne. Już widzę, że mamy o czym rozmawiać - zaśmiałam się z sarkazmem.
- Hejka - przywitał nas Liam, po czym usiadł obok Sophii, aby ją pocałować.
- Znasz tego chłopaka? - Sophia zapytała go, wskazując głową w kierunku Luke'a.
- Ledwo. Louis i Niall go znają. Od dziecka mieszkają na tym samym osiedlu.
- Oh, więc jest ze złej strony miasta. Jak ekscytująco - stwierdził Jake, strzelając nam rozmarzone spojrzenie.
- Tak jakby. Coś tam o nim wiem.
Wszyscy odwróciliśmy się do Liama.
- Co wiesz?
- Cóż, wiem, że to do niego się chodzi, gdy potrzebuje się trawki. I ma naprawdę złe nastawienie. Wyrzucili go, bo pyskował do nauczycieli i wdawał się w bójki. Ale za to jest świetnym piłkarzem.
- Więc reszta się nie liczy? - zaśmiała się Sophia, a Liam wzruszył ramionami.
Obejrzałam się przez ramię, aby na niego spojrzeć, po czym wróciłam wzrokiem na swoją tacę.
- Tak, wygląda jak złe nowiny.
Następnie rozmowa przeniosła się na dzisiejszy mecz.

----------------------------------------

- Więc po prostu pozwolili mu grać? - zapytałam Perrie, kiedy usiadłyśmy na ławce, gdy zaczęła się druga połowa.
- Mówisz o Luke'u? - spytała, a ja skinęłam głową.
- Cóż, jest dobry, a skoro Brad ma kontuzję... - stwierdziła, po czym zaproponowała mi kawałek czekolady, którą wyciągnęła ze stanika.
Wzięłam kostkę, a resztę meczu obejrzałyśmy w ciszy, wstając jedynie, gdy nasza drużyna wygrała, aby wykonać zwycięski taniec.
- Idziemy zaraz coś zjeść - powiedział Jake, podchodząc do ławki, aby wytrzeć twarz ręcznikiem.
- Kto dokładnie? - zapytałam.
- Niall też idzie, jeśli o to pytasz.
- Ta, chyba wrócę po prostu do domu - powiedziałam, wzruszając ramionami.
- Jest piątkowy wieczór, Rey. Naprawdę zamierzasz zrezygnować z zabawy tylko dlatego, że on tam będzie?
- A czy zabiera swoją dziewczynę? - zapytałam.
Jake nie odezwał się, co wzięłam za wystarczającą odpowiedź.
- Tak myślałam - powiedziałam, podnosząc swoje pompony z ziemi. - Do zobaczenia.
Poszłam prosto do szatni, ponieważ wiedziałam, że jeśli się nie pośpieszę, to będę musiała czekać wieki w kolejce do prysznica.
Gdy się umyłam, ubrałam się szybko i spakowałam swoje rzeczy, dzięki czemu mogłam uniknąć wymyślanie wymówek, przez które nie mogłam dołączyć do wspólnego wyjścia piłkarzy i cheerleaderek.
Wymknęłam się tylnym wyjściem, aby jeszcze zapalić i gdy wyciągałam zapalniczkę, zdałam sobie sprawę, że nie byłam tam sama. Metr dalej stał nasz nowy uczeń, paląc papierosa.
- Ładny gol - pochwaliłam, starając się przerwać niezręczną ciszę.
- Ładne buty - odpowiedział i ta, jego akcent był seksowny.
- Więc jak to się stało, że przyjęli cię w środku roku szkolnego?
Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Moja mama nalegała i chyba dobrze gram w nogę?
Przełknęłam ciężko ślinę, ponieważ moje uszy paliły się przez ten gorący akcent.
- Znasz stąd kogoś? - kontynuowałam, próbując wyglądać na obojętną.
Luke skinął głową i wypuścił dym, aby mi odpowiedzieć.
- Od dzieciaka znam Louisa i Nialla. Jesteśmy dobrymi znajomymi.
Skinęłam głową.
- Jesteś tą Zoe, z którą się umawia? - zapytał.
- Co? Ew, nie.
- Wybacz? - posłał mi uśmieszek, po czym wskazał na mój outfit. - Myślałem, że to ty, skoro twoje ubrania kosztowały pewnie więcej niż mój dom.
Uśmiechnęłam się lekko, ale ktoś przerwał nam, otwierając drzwi. Oh, do kurwy nędzy, Niall.
- Cóż, miło było cię poznać - powiedziałam, gasząc papierosa.
- Nie powiedziałaś mi, jak się nazywasz.
- Rey - odpowiedziałam, po czym odeszłam, nie patrząc na Nialla.

----------------------------------------

Kiedy dotarłam do domu, przebrałam się w wygodniejsze ubrania i usiadłam na łóżku, aby nadrobić lekturę na angielski. Myśli o Niallu i Zoe przebiegały przez moją głowę, a fakt, że jeszcze z nią nie zerwał, wywoływał u mnie złość i rozczarowanie.
Rozczarowanie, gdyż nie byłam dla niego wystarczająco dobra, a on nadal nie potrafił z nią zerwać. Odłożyłam książkę, gdy usłyszałam jakiś dźwięk na tylnym ogrodzie.
- Jason? - krzyknęłam. - Wróciłeś?
Sprawdziłam godzinę. Nie było nawet wpół do dwudziestej drugiej.
Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Usłyszałam odgłos kroków na schodach, a sekundę później głowa Jasona wyłoniła się zza rogu.
- Jezu, przestraszyłeś mnie - zaśmiałam się. - Jak było?
Wzruszył ramionami.
- W porządku. Lilly nie przyszła, więc nie czułem się zbyt komfortowo ze starszymi chłopakami.
- Czy była tam... uh, Zoe?
Skinął głową, nic nie mówiąc.
- Więc gdzie są rodzice? - zapytał, a ja ruszyłam za nim do jego pokoju.
- Na jakiejś gali charytatywnej w Liverpoolu. Urządził ją klient taty czy coś takiego.
- Oh? - zapytał, a jego oczy ściemniały.
- Co?
- W takim razie czyje auto jest zaparkowane za rogiem?
- Co? - zaśmiałam się. - Nie wiem. Pewnie sąsiada?
Usłyszeliśmy, jak przednie drzwi się otwierają, a ktoś wchodzi powoli do środka.
- Może to Lilly. Powiedziałem jej, żeby wpadła - powiedział i odwrócił się, aby zejść po schodach, ale nagle zatrzymał się.
Przez parę sekund nie mówił nic, a później odwrócił się i cicho do mnie podszedł.
- Co? - zapytałam z uśmiechem. - To Lilly? Czemu do niej nie zejdziesz?
- To jej ojciec.
Moje serce od razu się zatrzymało.
- Co?
- To jej ojciec. Jej ojciec jest w naszym domu.
Prychnęłam.
- Jase, to nie jest zabawne...
- Rey, nie żartuję. Chodzi po domu, chyba czegoś szukając? - szepnął, a ja zastygłam w bezruchu. 
- Nie rozumiem - szepnęłam. - Jak...
- Rey, musimy się schować.
- Wiem. Zadzwońmy po policję - powiedziałam.
- Rey. On ma pistolet.
Szablon
Fantazja
Twitter