niedziela, 1 października 2017

11. Dupek.

Rey's POV:

Informacja, którą podzielił się ze mną Jason, prześladowała mnie przez całą noc, więc gdy nastał wschód słońca, ja nadal nie spałam.
Leżałam na łóżku, myśląc o Perrie i Jedzie. Tak dobrze udawali, że nic się między nimi nigdy nie wydarzyło. A ten pomysł z podwójnymi randkami? Ja z Jedem i ona z Niallem? Co do kurwy?
Nie byłam nawet zła na Jasona, że nic mi wcześniej nie powiedział, ponieważ wiedziałam, że nie chciał mnie zranić czy zniszczyć mojej przyjaźni z Perrie... Widział jak zauroczona byłam wtedy Jedem, więc pewnie nie chciał, żebym dostała depresji czy zamknęła się w sobie. Gdyby mi wtedy powiedział to z pewnością by mnie zniszczyło.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś, Jase - podziękowałam mu tego popołudnia, kiedy weszłam do jego pokoju i usiadłam na łóżku. Jason grał przy biurku w grę komputerową, ale wiedziałam, że mnie słyszy.
- Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła, że ci wcześniej nie powiedziałem... ale wiedziałem, że to złamie ci serce, a tego nie chciałem. To znaczy... nie wiem. Nie zasłużyłaś na to. Miałem nadzieję, że sama się o tym dowiesz... A jeśli by się tak nie stało to powiedziałbym ci w końcu po waszym zerwaniu, gdy ruszyłabyś już do przodu.
Skinęłam głową, patrząc na plakaty na jego ścianach. Tak bardzo go kochałam. Był najlepszym bratem na świecie.
- Więc denerwujesz się tym przyszłotygodniowym meczem? - zapytałam, starając się nawiązać rozmowę, ponieważ nie chciałam wracać do siebie, gdzie dalej bym myślała nad jego słowami.
- Trochę. Pierwszy raz będę grał przed tyloma ludźmi. Zresztą jestem nowym zawodnikiem i to jest... dziwne. Niezwykle stresujące.
- Będzie dobrze. Będę tam, aby cię dopingować.
- Oh, zapomniałem, że jesteś kapitanem - zaśmiał się. - A tak przy okazji, co zrobisz z Perrie?
- Zapytam ją o to, ale nie chcę się z nią kłócić. Po prostu więcej jej już nie zaufam, skoro tak się zachowuje.
Okej, cóż. Może mnie napędzać też fakt, że okazjonalnie pieprzy się z Niallem, czemu osobiście jestem przeciwna.
- Jeśli będziecie się kłócić, daj mi znać - rzucił, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Po co?
- Żebym mógł przyjść i to nagrać.
Przewróciłam oczami i wstałam z jego łóżka, akurat kiedy Rosa zapukała do drzwi, wchodząc do środka.
- Obiad jest gotowy - poinformowała nas.
Podobało mi się, że czuła się przy nas tak komfortowo, mimo że moja matka kazała jej raz nazywać nas panią i panem Parker. Ale gdy to mówiła, razem z Jasonem robiliśmy zabawne miny za jej plecami, co Rosa wzięła za wskazówkę. Szczerze mówiąc, moja matka po prostu już zawsze będzie o nią zazdrosna, ponieważ to Rosę uważaliśmy bardziej za naszą matkę.
- Zaraz zejdziemy - odpowiedziałam. - Gdzie są rodzice?
- Wyszli. Nie pytałam dokąd - powiedziała Rosa, a ja skinęłam głową.
Mnie to pasowało. I tak nigdy nie bywali w domu dłużej niż parę dni z rzędu.

--------------------------------------------

Była środa, czyli dzień meczu. Pierwsze zawody w sezonie zawsze były wielką sprawą. Na szkolnych ścianach wisiało pełno plakatów, a ludzie ubierali się w szkolne kolory (srebrny, biały i czarny).
Była 17, a my już siedziałyśmy w szatni, ponieważ mecz zaczynał się o 18 i kończył tak jak zwykle o 19:45.
Przebierałam się w mój cheerleaderski uniform, co sekundę spoglądając na Perrie. Nie powinnam się tak na nią gapić, ale to ona w końcu całowała się z moim chłopakiem.
Kiedy skończyłam się ubierać, w końcu do niej podeszłam.
- Hej, możemy porozmawiać?
Wyglądała na zmartwioną, czyli tak jak się spodziewałam. Zabrałam ją do pustego, cichego kąta.
- Wiem, że całowałaś się z Jedem. Zrobiłaś to, gdy jeszcze byliśmy razem. Nie zaprzeczaj. Po prostu chcę wiedzieć czemu. Przecież tak długo się przyjaźniłyśmy - powiedziałam, przypominając sobie jak rok temu oddaliła się ode mnie bez powodu.
Wyglądała jakby miała się rozpłakać, prawdopodobnie myśląc, że wykopię ją z drużyny czy coś, co właściwie przeszło mi przez myśl, ale nie mogłabym tego zrobić przez osobiste pobudki. To nie byłoby sprawiedliwe.
- Prze... przepraszam. Chciałam ci powiedzieć, ale nie sądziłam, że zrozumiesz.
- Zrozumiem, że całowałaś się z moim chłopakiem? - zapytałam zimno.
- Posłuchaj... Rey. On mnie szantażował. Przepraszam, ale musiałam to zrobić.
- O czym ty mówisz?
- Przebierał się raz sam w szatni i znalazł na telefonie Zayna moje nagie zdjęcia. Ten idiota nie miał hasła, więc Jed przesłał je sobie na swój telefon. A później przyszedł do mnie i powiedział, że jeśli nie prześpię się z nim przynajmniej trzy razy to wyśle je całej szkole. Musiałam, Rey - powiedziała, a łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
Zrobiło mi się jej żal, ponieważ wiedziałam, że nie kłamie, a jeśli powiedziałaby mi wtedy o tym, nie uwierzyłabym jej, bo byłam zbyt zakochana w Jedzie. Ale teraz, po jego ostatnim zachowaniu, wierzyłam, że byłby w stanie zrobić coś takiego.
- Powiedz coś - błagała. - Wiem, że jesteś zła, ale ja po prostu... nie mogłam tego nie zrobić.
- Nie. Przykro mi, że musiałaś tego doświadczyć. Wierzę ci. Ale gdy mój brat mi o tym powiedział to po prostu... tego nie rozumiałam.
Skinęła głową, wycierając łzy, aby nie zepsuć sobie makijażu.
- Pieprzony dupek - powiedziałam.
- Zgadzam się. Ale po trzecim razie usunęłam te zdjęcia z jego telefonu i już nigdy więcej z nim nie gadałam. Rey, naprawdę chciałam ci powiedzieć, ale nie byłam pewna czy mi uwierzysz.
- Nie uwierzyłabym.
Co za okropna, popieprzona osoba. Jak ja mogłam tego nie widzieć?
- Więc między nami w porządku? - zapytała.
Współczułam jej. Szczerze i głęboko jej współczułam, że musiała przez to przechodzić.
- Tak, oczywiście. Przykro mi.
- Cóż, to już dawno się skończyło, więc jest dobrze.
Po naszej rozmowie wyszłyśmy z szatni na salę gimnastyczną, aby wykonać rozgrzewkę, ponieważ za pół godziny musiałyśmy się udać na boisko.
Wyjrzałam zza drzwi, aby sprawdzić ilość kibiców. Tak jak się spodziewałam całe trybuny były zapełnione trzymającymi różne znaki i plakaty ludźmi ubranymi w bluzy naszej drużyny.
- Cała szkoła tu jest - powiedziałam dziewczynom, a one zawiwatowały z ekscytacją.
O 17:55 włączyłam mikrofon, gdy ustawiłyśmy się w linii przy drzwiach, gotowe na wyjście i wykonanie naszego układu, zanim drużyny nie wejdą na boisko.
- Wszyscy gotowi na rozpoczęcie sezonu? - krzyknęłam do mikrofonu, otwierając drzwi. Wybiegłyśmy na boisko, machając pomponami i skacząc, kiedy ustawiałyśmy się na swoich miejscach.
Oddałam mikrofon naszej trenerce, a muzyka rozpoczęła się, dlatego wykonałyśmy nasz trzyminutowy taniec. Następnie ponownie chwyciłam mikrofon i przeszłam za boczną linię.
- A teraz... proszę przywitajcie naszą szkolną drużynę! - krzyknęłam, a wszyscy zaczęli klaskać i wrzeszczeć, gdy nasi chłopcy wybiegali na boisko.
Jason wyglądał na zarumienionego i zdenerwowanego, dlatego posłałam mu podniesione do góry kciuki, kiedy ustawiali się w linii, twarzą do kibiców, tak jak to zawsze robili przed pierwszym gwizdkiem. Następnie wyszła przeciwna drużyna z liceum z naszego miasta.
Pięć minut później rozpoczęła się gra, dlatego złapałyśmy nasze pompony, aby wymachiwać nimi i krzyczeć podstawowe hasła jak 'daj mi Zet, daj mi Wu, daj mi Y, daj mi Ce, daj mi I, daj mi Ę, daj mi eS, daj mi Te, daj mi Wu, daj mi O, ZWY-CIĘ-STWO'. Uwielbiałam to.
Nasi przeciwnicy zdobyli pierwszego gola, dlatego zaczęłyśmy wykrzykiwać 'OBRONA, OBRONA'. Jednego pompona uniosłam do góry, a drugiego oparłam ręką o biodro, skanując ludzi na trybunach. Widziałam parę znajomych twarzy, ale żadna z nich nie należała do członków mojej rodziny. Oczywiście. I tak się ich tu nie spodziewałam, jednak mogliby przyjść zobaczyć pierwszy mecz Jasona.
Ale wtedy zauważyłam Lilly Horan. Siedziała w drugim rzędzie, trzymając na kolanach czterolatka, którego rozpoznałam jako młodszego brata Nialla, Eddiego.
Podniosła się wrzawa kibiców, dlatego odwróciłam się, aby zobaczyć, że Niall właśnie zdobył dla nas pierwszego gola sezonu. Tłum zaczął skandować imię Nialla, dlatego razem z cheerleaderkami przyłączyłyśmy się do tego okrzyku. Gdy rozległ się gwizdek, oznaczający koniec pierwszej połowy, rozpoczęła się piętnastominutowa przerwa. Wróciłyśmy do szatni, aby napić się wody.
- Widziałaś tam swojego brata? Jest świetny - pochwaliła Melanie z dziesiątej klasy, uśmiechając się.
Skinęłam głową.
Oczywiście, że go widziałam. Grał w nożną od małego dzieciaka, nawet na ogrodzie z naszym tatą jako jego jedynym przeciwnikiem. Ale teraz wygląda na to, że zdobył kilka wielbicielek.
Zostało pięć minut do końca meczu, a wynik dalej był remisem 1:1, dlatego podkręciłyśmy doping, zachęcając kibiców do wznoszenia okrzyków.
W ostatniej minucie mój brat dostał się do piłki, zbliżając się do bramkarza przeciwników. Następnie kopnął piłkę, która sekundę później znalazła się w siatce. Całe trybuny wstały, krzycząc i klaszcząc. Powiedzenie, że czułam dumę byłoby totalnym niedopowiedzeniem.
- To mój brat! - krzyknęłam i podbiegłam do niego, aby go uścisnąć.
- Jestem z ciebie taka dumna! - pochwaliłam go, a on przytulił mnie mocno.
- Chciałbym, żeby tata tu był i to widział - powiedział.
- Ja też.
Puściłam go, dzięki czemu jego koledzy z drużyny mogli go podnieść na swoje ramiona i zanieść go do szatni, aby zacząć świętować pierwsze zwycięstwo sezonu.

----------------------------------------------

Po prysznicu przebrałam się w swoje ubrania i sprawdziłam czy mam jakieś nowe wiadomości. Nie miałam, dlatego wyszłam z szatni, gdzie na korytarzu spotkałam Lilly z Jasonem i Eddiem, szarpiącym jej sukienkę.
- Hej - przywitałam się, podchodząc do nich.
- Hej, właśnie rozmawiamy o pójściu na pizzę. Ja stawiam, skoro zdobyłem zwycięskiego gola - zaproponował Jason. - Dołączysz się?
Skinęłam głową.
- Zaproszenie na darmowe jedzenie? Wchodzę w to. Zapytajmy też Jake'a - zaproponowałam, gdy ktoś szturchnął moje kolano.
Spojrzałam w dół, aby zobaczyć Eddiego.
- Hej - krzyknął. - Jestem Eddie.
Wyciągnął rączkę, dlatego potrząsnęłam ją, uśmiechając się do niego czule.
- Czekamy na Nialla, któremu zazwyczaj zajmuje to wieczność - jęknęła Lilly, zakładając ręce.
Eddie ledwie sięgał mi ud i był tak uroczy, że nie mogłam wytrzymać.
- Jestem Rey - powiedziałam mu, a on wskazał na mój sweter.
- Co to jest? - zapytał. - Są puchate!
Uniósł ręce, żebym go podniosła, dlatego od razu to zrobiłam. Natychmiast złapał za moje przyszyte do materiału pomponiki i zaczął się nimi bawić.
W końcu Niall wyszedł z szatni. Jego wzrok wylądował na mnie i Eddiem.
- Wygląda na to, że poznałaś mojego brata - posłał mi uśmieszek.
- Tak, te rzeczy to magnes na dzieci - zaśmiałam się, wskazując na moją bluzę.
- Chodźmy już. Jezu, jestem głodna - poleciła Lilly, a Niall zmierzwił jej włosy, przez co ona odepchnęła od siebie jego rękę.
Razem z Jasonem ruszyli przed nami, ponieważ ja szłam trochę wolniej, gdyż nadal niosłam Eddiego.
- Lubię ją - powiedział Eddie, nie puszczając futerkowej piłeczki. - Ma fajne rzeczy.
- Powinieneś zobaczyć jej dom - odpowiedział mu Niall, gdy zbliżaliśmy się do samochodu.
Oczy Eddiego rozszerzyły się.
- Czy jest tam BASEN?
- Jest - powiedziałam.
- Chcę tam iść! Ni! Chcę iść!
- Oczywiście - zaśmiałam się, stawiając go na ziemi, dzięki czemu mogłam wyciągnąć z torby kluczyki.
- Obiecaj mi! Obiecaj mi na mały paluszek! - krzyknął i wyciągnął rączkę. Złączyłam nasze palce, a on posłał mi uśmiech.
Kiedy Niall usiadł ze mną z przodu, a ich trójka na tyle, uruchomiłam silnik.
Pojechaliśmy do naprawdę dobrej restauracji włoskiej w centrum miasta, gdzie kiedyś chodziliśmy razem z Jasonem. Jake powiedział, że dołączy do nas, gdy już skończy świętować z Harrym, ale że mam zamówić mu pizzę hawajską bez ananasa.
Wybraliśmy stolik na zewnątrz z tyłu restauracji, ponieważ było ciepło, a trójka z nas paliła papierosy... więc tak.
Eddie nalegał, że chce usiąść obok mnie, dzięki czemu będzie nadal mógł się bawić moim swetrem. Nie mogłam nie posłuchać jego uroczej prośby.
- Mama przeprasza, że nie mogła zjawić się na meczu, ale miała ostry dyżur w szpitalu.
- Moja mama jest pielęgniarką! - powiedział podekscytowany Eddie. - Kocham ją. Ale nie lubię mojego tatusia. On jest złośliwy.
Zobaczyłam jak Niall i Lilly wymieniają spojrzenie, dlatego starałam się zmienić temat, mówiąc Eddiemu, że gdy tylko będzie chciał, może przyjść pobawić się w naszym basenie. Tak prosto jest szybko odwrócić uwagę dzieci.
Przejrzeliśmy w ciszy menu i kiedy już wiedzieliśmy, co chcemy zamówić, Jason zawołał kelnera.
- Więc co się tutaj dzieje? - zapytałam, wskazując pomiędzy Lilly i Jasona, gdy zapaliłam papierosa. Skoro moja matka była nieobecna, musiałam odegrać jej rolę i pozadawać kilka niezręcznych pytań.
- Jesteśmy przyjaciółmi - odpowiedział Jason, a ja wyraźnie mogłam zobaczyć jak uśmiech schodzi z twarzy Lilly.
- Ale w ubiegły weekend byłaś u nas w domu - stwierdziłam.
- Co? - zapytał Niall. - Myślałem, że nocowałaś u Lottie.
- Cholera. Miałam nic nie mówić?
Teraz poczułam się winna.
- W porządku - zapewniła mnie Lilly, po czym odwróciła się do swojego brata. - Niall, przestań. Nie bądź taki opiekuńczy.
- Prosisz mnie o niemożliwe - odpowiedział.
To było takie urocze, że Niall był dla niej taki nadopiekuńczy, a ona wystawiła mu środkowy palec, mimo że w jej oczach widoczna była czułość. Ale wiedziałam, że Niall nie ma powodów do zmartwień, ponieważ Jason nie skrzywdziłby muchy, a co dopiero dziewczynę, która mu się podoba.
Kelner przerwał nam, przynosząc nam napoje. Zauważyłam w drzwiach Jake'a. Szedł w naszą stronę z wielkim uśmiechem. Wcisnął się na kanapę obok mojego brata.
- Przegapiłem darmową pizzę? - zapytał bez tchu. Kiedy zobaczył kelnera, zamówił sobie colę i hawajską pizzę, ponieważ zapomnieliśmy wcześniej złożyć jego zamówienie.
- Tak szybko? - zapytałam, a on skinął głową.
- Zrobiliśmy to pod prysznicem - odpowiedział, zasłaniając uszy Jasona.
- Słyszę cię - poinformował go Jason, po czym spojrzał na mnie. - Rozmawiałaś z Perrie?
Skinęłam głową.
- Tak, jest dobrze.
- Co? - wtrącił się Jake.
Opowiedziałam mu wszystko, ale z szacunku do Perrie nie wspomniałam nic o tej sprawie z szantażowaniem. To nie ja powinnam o tym wszystkim mówić.
- Nigdy nie lubiłem tej suki, Jeda - rzucił Jake, popijając swój napój.
- Cóż, wyrzuciliśmy go z drużyny, więc powinno być dobrze - powiedział mu Niall, po czym stuknęli się swoimi szklankami.
- Poważnie, co ty w nim widziałaś? - zapytał Jason.
- Oh, no proszę. Kiedyś był super. Po prostu nigdy nie znamy ludzi do końca. Każdy coś ukrywa - odpowiedziałam, przewracając oczami. - A on po prostu ukrywał swoją agresywną stronę.
Dziesięć minut później dostaliśmy swoje pizze i zaczęliśmy się nimi zajadać. Rozmawiałam z Eddiem o jego przedszkolu, którym był tak uroczo podekscytowany.
- Powinniśmy wracać - powiedział Niall godzinę później, sprawdzając na swoim telefonie godzinę. - Eddie jest śpiący.
- Zaczekajcie, odwiozę was - zaproponowałam, kiedy kelner przyszedł z rachunkiem.
Jake zadzwonił sobie po taksówkę, która przyjechała chwilę później, a my wsiedliśmy do mojego samochodu.
Podrzuciłam ich pod ich mieszkanie w Newham, po czym ruszyłam w kierunku naszego domu.
- Więc - zaczął Jason, gdy zatrzymaliśmy się na światłach.
- Co?
- Co jest między tobą i Niallem? Ty chyba go... tak nie lubisz, racja?
Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego przez lusterko.
- Nie. Nie tak. Czemu pytasz?
- Bo Lilly zawsze mówi mi jak Niall zaprasza do domu różne dziewczyny... po prostu nie przywiązuj się do niego czy coś.
- Oh, proszę - zaśmiałam się, przewracając oczami. - Jak już to on przywiąże się do mnie. Ale to nie będzie problemem, dobrze? Tylko się przyjaźnimy... jeśli w ogóle.
- Dobrze - odpowiedział, podnosząc dłonie w obronnym geście. - Po prostu pomyślałem, że ci to powiem, więc nie powtórzysz tego samego błędu co z Jedem.
- Czy ty naprawdę porównujesz Nialla do Jeda? - zapytałam.
Mówiąc szczerze, jeszcze miesiąc temu pomyślałabym, że Jed jest o wiele lepszy od Nialla, a wyszło na to, że było całkiem na odwrót.
- Nie. Niall jest w porządku. I nie uważam, żeby był gównianą osobą.
Zgodziłam się przytaknięciem.
Kiedy dotarliśmy do domu, nasi rodzice siedzieli w salonie, robiąc to co zwykle. Oglądali jakiś program, pijąc wino. Widok ten był dość przyjemny, skoro nasza mama tak rzadko bywała w Londynie.
Razem z Jasonem dołączyliśmy do nich kilka minut później. Brat opowiedział im cały mecz, a ja wychwaliłam go, po czym rozsiedliśmy się na kanapie, aby obejrzeć komedię "Millerowie".
Pod koniec filmu podzieliłam się z nimi moim pomysłem o kupieniu psa.
- Jaką chcecie rasę? - zapytał mój ojciec.
- Goldena Retrievera.
- W porządku - wzruszył ramionami, a Jason widocznie się podekscytował.
Tej nocy szukałam na internecie hodowców psów w Londynie. Znalazłam jakiegoś kilka kilometrów stąd, dlatego wysłałam mu wiadomość, a on zgodził się z nami spotkać w przyszłym tygodniu, 15 listopada.
Byłam z Niallem w dobrych stosunkach, po Jedzie nie było żadnego śladu, moja rodzina była szczęśliwa, a ja w następnym tygodniu będę miała szczeniaczka. Czy sprawy mogłyby się lepiej układać?

------------------------------------------

Był czwartek, 15 listopada, co oznaczało, że zaraz będę mieć pieprzonego szczeniaczka. Rozpowiadałam o tym wszystkim dookoła, odkąd tylko umówiłam się z hodowcą na spotkanie. Ludzie zaczynali mnie już powoli nienawidzić, ale nie mogłoby mnie to mniej obchodzić.
Niall i Louis usiedli przy naszym stoliku, przerywając moją radosną paplaninę o szczeniaczku. Jake wykorzystał tę okazję, aby zapytać Sophię o nasze próby przed koncertem Katy Perry.
- Więc jutro wieczorem moja mama pracuje, a Lilly jedzie z Eddiem do babci - zaczął Niall, patrząc na mnie. - Właśnie kupiłem trzy gramy, które czekają na zapalenie. Jesteś zainteresowana?
- Tylko my dwoje? - zapytałam, odruchowo oblizując dolną wargę. Niall zauważył to, przez co posłał mi uśmieszek.
- Obiecałem też Zaynowi i Louisowi.
Louis skinął z uśmiechem głową.
- I zamorduję cię, jeśli nie dotrzymasz słowa. W końcu się złożyłem.
- Oh, racja - powiedziałam, wyciągając portfel. - Ile jestem winna?
- W porządku, nie musisz - zapewnił mnie Niall, a Louis położył dłoń na swoim sercu.
- Słucham? A gdzie moje specjalne traktowanie?
- Oh, zamknij się, Lou - mruknął Niall, uderzając go żartobliwie w ramię.
- Dobra. Za każde takie coś będę się kurewsko mocno zaciągał.
Trzy godziny później lekcje się skończyły, a ja ledwie mogłam wytrzymać, czekając na Jasona, aż w końcu wsiądzie do tego pieprzonego samochodu.
- Kupiłem coś, co będziemy mogli dopiąć mu do obroży - powiedział, wyciągając przywieszkę z symbolem Bentley'a.
- Serio? - zaśmiałam się. - Chcesz nazwać go Bentley?
- Tak, no wiesz. Zastąpi nam matkę, gdy jej nie będzie - zażartował i wzruszył ramionami.
Dziesięć minut później dotarliśmy do domu hodowcy. Prawie się rozpłakałam, kiedy trzy szczeniaczki Goldena Retrievera podbiegły do mnie, skacząc obok moich nóg. Dwa z nich były dziewczynkami, a jeden chłopczykiem i od razu wiedziałam, że chcę jego, ponieważ tylko on dłużej ocierał się o moje nogi, gdy jego siostry wróciły do swojego właściciela, który przyniósł jedzenie.
- Chcę tego - powiedziałam, podnosząc go. Polizał moją twarz, a ja pragnęłam przytulić go tak mocno, aż wyskoczyłyby mu gałki oczne z tej jego uroczej główki.
Zapłaciliśmy hodowcy, a on podał nam wszystkie najważniejsze informacje, po czym nas pożegnał.
- Jest najlepszą istotą na całym świecie - stwierdziłam, gdy zakładałam mu obrożę z przywieszką.
- Bentley - powiedział Jason, drapiąc go za uchem. - Ben.
- Benny - dodałam, po czym przycisnęłam go do swojej piersi.
Przed ruszeniem do domu, udaliśmy się do sklepu dla zwierzaków, gdzie wybraliśmy jedzenie, zabawki i mały materac, na którym będzie mógł spać, mimo że sekretnie miałam nadzieję, że będzie zasypiał obok mnie.
Bentley potrzebował dwóch godzin, aby obiec całe tylne i przednie podwórze oraz wnętrze domu. Po tym czasie wszedł do mojego pokoju, leniwie machając ogonem. Jego jedzenie i woda były na dole, zaraz przy specjalnie zamontowanym przez mojego tatę otworze w drzwiach dla psów, dzięki któremu Bentley będzie mógł wychodzić na ogród, kiedy tylko sobie tego zażyczy.
Wskoczył na łóżko obok mnie, dlatego zaczęłam głaskać go, przeglądając Instagrama. Gdy odłożyłam telefon, zgasiłam światło i pozwoliłam mu przytulić się do mnie, zasypiając z uśmiechem na twarzy.

---------------------------------------------

Był piątek, po godzinie 17, a ja miałam za niedługo, gdy tylko zrobi się ciemno, spotkać się z Niallem w parku obok jego mieszkania.
Założyłam dresy z Nike, a kiedy nie udało mi się znaleźć dopasowanej bluzy, ubrałam na siebie górę od Adidasa. Napisałam do Nialla, że zaraz dzwonię po ubera, po czym ubrałam niebieskie tenisówki od Zanotti i złapałam z szafy moją kurtkę. Był już listopad i z każdym dniem robiło się coraz chłodniej, zwłaszcza wieczorami. Na szafce w holu znalazłam jedną z beanie Jasona. Następnie chwyciłam kluczyki i wyszłam z domu, zostawiając Bentleya ze smutną minką. Wiedziałam jednak, że Jason będzie zadowolony, ponieważ w końcu będzie mógł się z nim dłużej pobawić.
Dotarłam do parku pięć minut po 18. Niall, Zayn i Louis już siedzieli na ławce i palili papierosy.
- No w końcu - powiedział Niall, a ja powitałam ich.
Ponieważ nie widzieliśmy się z Zaynem od wieków, chłopak wstał i pocałował oba moje policzki.
- Spóźniłam się jakieś pięć minut, Jezu - odpowiedziałam i usiadłam obok Zayna.
Ładnie pachniał i mało mówił. Zawsze miał wokół siebie tę tajemniczą aurę i mówiąc szczerze, zawsze uważałam go za mojego, lekkiego crusha. Trwało to jeszcze od czasów, gdy poznałam Jake'a.
- Fajna czapka. Pasuje do okazji - zaśmiał się Niall, wskazując palcem na wzór liści marihuany.
- Idziemy? - zapytał niecierpliwie Louis, a ja skinęłam głową, od razu wstając z ławki.
- Więc palisz za każdym razem, gdy jesteś sam w domu? - zapytałam Nialla, kiedy zbliżaliśmy się do jego domu.
- Nie. Lilly mi nie przeszkadza. Po prostu nie robię tego przy Eddiem.
- A co z twoją mamą? - zapytałam.
- Rzadko bywa w domu. Ma dwie prace, więc.
Louis i Zayn szli kilka kroków przed nami, ze schowanymi w kieszeniach dłońmi, leniwie o czymś gawędząc.
Budynek, w którym mieszka Niall pojawił się w zasięgu naszego wzroku, przez co Niall odwrócił do mnie głowę.
- Słuchaj, wiem, że jesteś naprawdę bogata i w ogóle, ale docenię, jeśli nie będziesz robiła żadnych komentarzy o moim mieszkaniu, dobrze? - powiedział tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Zabolało mnie serce. Nie mogłam uwierzyć, że po tym wszystkim on nadal miał taką złą opinię o mnie.
- Niall, poważnie? Nigdy bym tego nie zrobiła.
- Kiedyś to robiłaś - stwierdził, a ja położyłam dłoń na jego ramieniu, zatrzymując go.
- Posłuchaj. Wiem, że kiedyś byłam naprawdę wredna i w ogóle, ale ja taka nie jestem. Myślałam, że to już wiesz.
Westchnął.
- Wiem. Po prostu... starałem się być zabawny.
Przewróciłam oczami, aby poprawić mu humor.
- Cóż, zawsze możesz próbować, chociaż nigdy ci to nie wychodzi. A tak przy okazji, to moi rodzice są bogaci, nie ja.
Niall skinął głową. Minutę później w końcu znaleźliśmy się przed jego drzwiami. Otworzył je, a my weszliśmy za nimi do wąskiego korytarza.
- To jest salon, kuchnia - powiedział, wskazując na jedyną parę drzwi. Następnie spojrzał na schody. - Łazienka jest na górze, jeśli chciałabyś skorzystać. Palimy tu na dole.
Zayn i Louis już ściągali buty, wchodząc do kuchni, gdzie Louis otworzył lodówkę, a Zayn złapał za popielniczkę.
- Idę do łazienki. Zaraz wracam - powiedziałam, gdy zdjęłam swoje trampki, po czym ruszyłam na górę po ciasnych schodach.
Korytarz na piętrze był nieco większy od tego na dole. Znajdowały się tam cztery drzwi, dlatego postanowiłam po kolei je sprawdzić, gdyż nie wiedziałam, gdzie jest toaleta.
Za pierwszymi drzwiami znalazłam małą sypialnię z dużym łóżkiem obok okna, szafą przy nogach łóżka i biurkiem przy ścianie, na którym znajdowały się dwie wypełnione po brzegi popielniczki. To z pewnością był pokój Nialla.
Otworzyłam kolejne drzwi naprzeciw. Piętrowe łóżko ustawione było w kącie przy oknie. Do tego biurko i szafa. Wyglądało to prawie identycznie jak sypialnia Nialla. Zauważyłam na podłodze zabawki, co oznaczało, że Eddie i Lilly prawdopodobnie dzielili pokój.
Kiedy otworzyłam kolejne drzwi, znalazłam łazienkę. Gdy już z niej wyszłam i zgasiłam światło, podeszłam z ciekawości do ostatniego pokoju na końcu korytarza. Było ciemno, ale kiedy moje oczy, w końcu się dostosowały, zauważyłam pomieszczenie, które uznałam za malutki składzik. Ale wtedy serce zatonęło w mojej piersi, ponieważ zauważyłam na podłodze materac. Między nim a ścianą leżała mała lampa oraz jakaś książka. To tutaj spała mama Nialla. Zachciało mi się płakać, ale usłyszałam na schodach czyjeś kroki, dlatego zamknęłam drzwi i szybko ruszyłam w przeciwnym kierunku.
To był Niall, który zatrzymał się, gdy zobaczył otwarte drzwi od swojej sypialni. Cholera.
- Więc zrobiłaś sobie wycieczkę po mojej chacie? - zaśmiał się, a ja poczułam się nieco lepiej.
Jego uśmiech był lepszy od terapii. Okej, co?
- Powinieneś wyczyścić te popielniczki. To niehigieniczne - powiedziałam, a on wyciągnął spod łóżka pudełeczko z ziołem, po czym chwycił popielniczki i zatrzymał się przede mną.
- Mogę? - zapytał, przechylając w bok głowę. Zdałam sobie sprawę, że chce, żebym się przesunęła, ponieważ blokowałam mu drogę.
- Uh, jasne.
- Zero komentarzy o szczurach czy coś? - zażartował Niall, kiedy szłam za nim do kuchni, gdzie następnie patrzyłam jak myje popielniczki, po czym wyciągnął z lodówki dwa piwa, podając mi jedno. Pokręciłam głową.
- Nie dziękuję - odpowiedziałam.
- W takim razie co chcesz?
Wzruszyłam ramionami.
- Sok? Wodę? Nie wiem.
- Wódkę z sodą? - zaproponował, a ja skinęłam głową.
Kiedy skończył ją przygotowywać, podał mi szklankę i ruszyliśmy do salonu, gdzie Zayn i Louis siedzieli na podłodze przy dwóch fotelach. Pili piwo, jedli chipsy i oglądali telewizję.
Niall otworzył okno, po czym zamknął drzwi i usiadł obok nich. Zrobiłam to samo, przez co byliśmy naprzeciw siebie, z założonymi po turecku nogami.
- Czyń honory - powiedział Niall, podając Zaynowi srebrne pudełeczko.


Niall's POV:

Podałem Zaynowi pudełko, ponieważ sam byłem zbyt leniwy, aby skręcać jointy, po czym przeniosłem swoją uwagę na telewizor.
- Więc o co chodzi z tą całą sprawą między Harrym a Jakiem? - Rey zapytała Louisa, dlatego przeniosłem na nią swój wzrok. Cholera, igrała z ogniem. Posłałem jej uśmiech, gdy nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Uniosła brew i przechyliła na bok głowę. I cholera, chciałem mieć język w jej ustach. A później ją pieprzyć.
- O co pytasz? - powiedział Louis, bawiąc się zapalniczką.
- No wiesz, Jake nie zrobił tego, żeby zrobić ci na złość. To się po prostu stało.
Louis wzruszył ramionami, a ja zrobiłem do niej minę, kiedy przewróciła oczami, patrząc na mnie.
Ciekawe czy tak samo je przewraca, gdy dochodzi. Ale wtedy przypomniałem sobie, że przecież tak robi, a uśmieszek pojawił się na mojej twarzy.
- O czym myślisz? - zapytała.
- O niczym. Tylko o kuchennych blatach - odpowiedziałem, a jej oczy rozszerzyły się, co powiedziało mi, że wiedziała o co mi chodzi.
- Już jesteś na haju? - zażartował Louis, a ja pokazałem mu środkowy palec.
- Skończyłem - stwierdził Zayn i podniósł dwiema rękami skręta, jakby to był noworodek.
Zapaliłem go, po czym zaciągnąłem się mocno dwa razy, przytrzymałem to chwilę w płucach, po czym wypuściłem dym w twarz Rey.
- Dupek - stwierdziła, zabierając bez pytania jointa spomiędzy moich palców.
Patrzyłem jak wydmuchuje dym po paru sekundach, po czym podaje skręta Zaynowi. Gdy skończyliśmy go palić, Zayn skręcił kolejnego.
- Masz jeszcze chipsy? - zapytała, wstając. Poszedłem za nią do kuchni, gdzie wyciągnąłem z szafki paczkę solonych chipsów.
- Proszę - powiedziałem. Rey próbowała otworzyć je, ale gdy nie udało jej się to dwa razy, uniosła na mnie wzrok.
Złapałem opakowanie i otworzyłem je jednym, szybkim ruchem, po czym oddałem jej ją.
- Dzięki - odpowiedziała i położyła je na blacie.
Spojrzałem na nią pytająco, ale wtedy ona złapała moją szyję, a ja pochyliłem się, złączając nasze usta. Przycisnąłem ją do lady. Zaczęło mi się kręcić głowie, ponieważ powoli wzrastało u mnie podniecenie.
- O cholera. Okej - powiedział Louis, zatrzymując się w drzwiach.
Przewróciłem oczami, odsuwając się od Rey. Złapała paczkę chipsów, po czym wyszła, zostawiając nas.
- Świetne wyczucie czasu - mruknąłem, wyciągając sobie z lodówki kolejne piwo. Louis zrobił to samo.
- Oh, mówisz jakbyś zamierzał ją tu pieprzyć.
- Już się to przecież zdarzało - przypomniałem mu, a on uniósł głowę, przytakując.
- No tak.
Wróciliśmy do salonu, a ja wziąłem parę chipsów, przez co Rey odsunęła ode mnie paczkę.
- Nie ma mowy. Nie moje jedzenie.
Uśmiechała się od ucha do ucha, dlatego również się uśmiechnąłem, ponieważ przez trawkę wyglądała zabawnie.
- To naprawdę dobre gówno - stwierdziła, kiedy zaciągnęła się kilka razy nowo skręconym jointem.
Zayn zgodził się z nią i poklepał jej udo, co z jakiegoś powodu sprawiło, że zmarszczyłem brwi. Zayn zauważył to i skrzywił się do mnie.
Po kilku kolejnych rundkach, Rey kiwnęła na mnie palcem wskazującym, zbliżając się do mnie.
- Chcę zdradzić ci sekret.
Zayn i Louis wymienili ze sobą spojrzenie.
- Pamiętasz co mówiłeś o upaleniu się na twoim mieszkaniu? - zachichotała, mówiąc to wystarczająco głośno, aby wszyscy usłyszeli.
- Tak... - zacząłem, ale wtedy usłyszałem jakiś dźwięk na zewnątrz. Czy zamknąłem drzwi? Zresztą kto chciałby nas okradać?
- Więc? - kontynuowała, poruszając brwiami. Pokręciłem z uśmiechem głową.
- Teraz? - zapytałem.
Skinęła głową, ale wtedy usłyszałem huk, a drzwi otworzyły się, uderzając o ścianę. Wszyscy odwrócili głowy w kierunku tego hałasu.
Moje całe ciało zastygło w bezruchu, serce zatrzymało się, a krew przestała krążyć w żyłach. Każdy pojedynczy włos na moim ciele podniósł się, a oddech uwiązł mi w gardle, kiedy moje oczy i mózg przetworzyły obraz rozgrywający się przede mną. We framudze drzwi stanął mój ojciec z butelką ginu w jednej ręce. Drugą położył na krawędzi drzwi, w których ledwie się mieścił przez swój wzrost.
- Hej, dzieciaki - wypluł, uśmiechając się tak, że mój żołądek odwrócił się do góry nogami.
Nienawidzę go, nienawidzę go, nienawidzę go.
- Tatuś wrócił do domu.

Szablon
Fantazja
Twitter