piątek, 30 grudnia 2016

5. Twoje ego jest większe od twojego kutasa.

Rey's POV:
Wróciłam do domu koło dwudziestej-drugiej. Po wejściu do środka zobaczyłam, że moi rodzice oglądają w salonie film, a brat siedzi u siebie w pokoju na laptopie.
- Hej - powiedziałam, wcześniej otwierając drzwi i pukając w ich framugę.
- Wiesz, że najpierw powinno się pukać, a później dopiero otwierać drzwi, racja? - zapytał, ale wzruszyłam ramionami i weszłam do środka. - Co byś zrobiła, gdybym właśnie się masturbował?
- Oh, proszę. Wiem, że robisz to tylko w nocy.
Spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach.
- Tak, słyszałam cię i to jest naprawdę niepokojące. Spróbuj to robić trochę ciszej - dodałam i usiadłam na jego łóżku.
- Więc w czym ci mogę pomóc? - zapytał Jason, zatrzymując serial.
- Możesz mi powiedzieć czemu nigdy nie lubiłeś Jeda?
Spojrzał na mnie z zaciekawioną miną.
- Czemu o to pytasz?
Wzruszyłam ramionami i zdjęłam marynarkę, ponieważ robiło mi się coraz bardziej gorąco. Lub może była to wina wcześniej wypitego alkoholu.
- Byłam dzisiaj na podwójnej randce z Niallem i Perrie.
- I jak poszło? - zaśmiał się, próbując mi poprawić humor.
- Było... w porządku.
- I co to ma wspólnego z tym, że nie lubię twojego chłopaka?
- Cóż, Niall stwierdził dzisiaj, że Jed mnie wykorzystuje, ponieważ mam pieniądze. Pomyślałam, że może to właśnie dlatego go nie lubisz.
- Nigdy nie zauważyłem, żeby cię wykorzystywał. Ale jeśli Niall to zauważył to musi być prawda - wywnioskował.
- No to czemu go nie lubisz? - napierałam. - Proszę, chcę wiedzieć.
- Posłuchaj, to jedynie mój problem.
- Jason, jesteś moim bratem, a on jest moim chłopakiem. Musisz mi powiedzieć.
- Po prostu nie lubię jego osobowości. To wszystko - westchnął.
Zmrużyłam oczy.
- Jesteś pewny?
- Tak - przytaknął.
Nadal nie kupowałam jego kłamstwa, ale jednak dałam mu spokój, ponieważ chyba bym zemdlała, gdybym zaraz nie zdjęła szpilek i nie pozbyła się make-upu. Szczerze, najbardziej po długim dniu nienawidziłam zmywać makijażu.
Gdy przeglądałam się w lustrze, myjąc twarz, słowa Nialla wciąż krążyły w mojej głowie.
"Szczerze, jesteś dziewczyną z tak wielkim marnującym się potencjałem."
"Jeśli spotkalibyśmy się w trochę innych okolicznościach, idealnie pasowałabyś do tego opisu."

Co to do kurwy miało znaczyć? I czemu tak bardzie się tym przejęłam? I najważniejsze, czemu to sprawiło, że poczułam się jakby... dobrze?
Potrząsnęłam głową i wytarłam resztki podkładu, po czym nabrałam w dłonie wodę i chlusnęłam ją sobie w twarz. Nie powinnam była pozwolić, żeby słowa Nialla zmusiły mnie do wątpliwości, ponieważ po pierwsze to Niall, a po drugie jestem z Jedem i jeżeli mu ufam, tylko to powinno się liczyć.
Kiedy jakiś czas później wchodziłam pod kołdrę, nie mogłam nic poradzić, ale zadałam sobie pytanie czy ja naprawdę mu ufam. I gdy zasypiałam, podjęłam pewną decyzję.
W poniedziałek zmuszę Nialla, żeby powiedział mi o co mu chodziło, gdy mówił tę parę tajemniczych zdań.

---------------------------------------

Okej, więc poniedziałek jak na moje oko wydawał się zbyt odległy. Nigdy bym nie pomyślała, że nastanie taki punkt w moim życiu, że użyję tego zdania.
Moje nogi podskakiwały w górę i w dół, gdy siedziałam przy biurku, starając się bezskutecznie skupić na rozdziale, który musiałam przeczytać. Był sobotni wieczór, a ja myślałam o słowach Nialla odkąd tylko się obudziłam.
Zamknęłam książkę i chwyciłam telefon, żeby napisać do Jake'a.
Rey: hipotetycznie mówiąc, gdzie mogłabym spotkać Nialla Horana w sobotni wieczór?
Jake: *emoji oczu*
Jake: o czym
Jake: ty
Jake: do mnie
Jake: mówisz
Rey: powiedziałam HIPOTETYCZNIE
Jake: sukooooo
Jake: nie wiem, napiszę do Louisa
Rey: i co mu powiesz?
Jake: że muszę go znaleźć, bo chcę popracować nad naszym projektem?
Jake: nie wiem
Rey: jesteś najlepszy
Jake: wiesz, że musisz mi to później wytłumaczyć?
Rey: wiem :D
Nie myślałam nad tym zbyt długo. Po prostu wstałam od biurka i powędrowałam do szafy, z której wybrałam granatową koszulę, jeansy, moją ulubioną czarną bomberkę i parę czarnych adidasów z Zanotti


Z drugiego końca pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu.
Jake: jest z Louisem i jakimiś znajomymi w parku w ich okolicy
Jake: tutaj masz adres
Rey: kochaaam cię
Kliknęłam na mapę, którą mi przesłał od Louisa. Gdy zobaczyłam, że wskazane miejsce jest oddalone o 16 kilometrów, usiadłam na sekundę, zastanawiając się czy wychodzić w ogóle z domu. Znając siebie, byłam bardzo dobrze świadoma faktu, że tego nie odpuszczę, a te czterdzieści godzin do poniedziałku po prostu mnie zabiją.
Dlatego dmuchając na zimne, wzięłam z szafki nocnej swój gaz pieprzowy i wrzuciłam go do torebki, razem z telefonem i gwizdkiem na wypadek gwałtu.
Wychodząc z pokoju, chwyciłam kluczyki od samochodu i nie kłopotałam się nawet, aby powiedzieć rodzicom dokąd jadę, kiedy zatrzymałam się na chwilę w kuchni.
Ku mojemu zdziwieniu moja matka zapytała się gdzie idę.
- Spotkać się ze znajomymi - odpowiedziałam, chwytając butelkę wody, a następnie ruszyłam w kierunku holu.
Zrobiłam sobie koka przy lustrze obok głównych drzwi (w razie gdyby ktoś próbował złapać mnie za włosy, żeby mnie napaść, nawet nie wiem), po czym wyszłam z domu.
Na zewnątrz nie było zbyt zimno, dzięki Bogu, dlatego nie musiałam czekać aż mój samochód się rozgrzeje.
Wpięłam telefon do uchwytu i zapaliłam silnik. Chyba byłam gotowa zadać parę pytań Niallowi.
Gdy czekałam na światłach trzy kilometry od podanego adresu, zastanawiałam się czy faktycznie jestem psychiczna i czy w ogóle powinnam to robić. Nie miałam czasu wpaść na żadną odpowiedź, ponieważ światła zmieniły się na zielone, a jakiś dupek w Hondzie za mną już zaczął na mnie trąbić.
Pokazałam mu przez okno środkowy palec i wcisnęłam pedał gazu, kierując się gpsem.
W końcu dotarłam przed wskazany mi wcześniej park. Od razu zauważyłam parę osób palących i śmiejących się na ławkach, dlatego zaparkowałam po drugiej stronie i dwa razy sprawdziłam czy zamknęłam samochód.
Trzymałam torebkę blisko swojego ciała, kiedy przechodziłam przez ulicę, aby udać się w kierunku tych ludzi. Okazało się, że było to pięciu chłopaków i gdy tylko zbliżyłam się o parę kroków, od razu rozpoznałam Zayna, Louisa i Nialla.
Kiedy Louis zauważył mnie, przez moment był zdezorientowany, ale później powitał mnie z uśmiechem. Niall wydawał się zaskoczony, a reszta po prostu uśmiechała się do mnie, dzieląc się czymś, co wyglądało na jointa.
- Rey, co cię tu sprowadza? - zapytał Louis.
- Uh... właściwie przyszłam pogadać z Niallem - powiedziałam, rozglądając się dookoła.
Teraz wszyscy byli zdziwieni.
- Przyjechałaś do takiej okolicy, żeby ze mną porozmawiać? - zapytał Niall szydzącym tonem.
Zaczyna się.
Przewróciłam oczami i skinęłam głową.
- Więc... możemy porozmawiać na osobności? Zajmę ci tylko minutę.
Niall spojrzał dziwnie na Louisa, ale potem wstał i podszedł do mnie. Ruszyłam za nim w kierunku pary huśtawek, gdzie Niall usiadł na jednej z nich, ale ja postanowiłam postać.
- Więc chcesz trawki czy dobrego pieprzenia? - zapytał otwarcie.
- Słucham? - powiedziałam zbulwersowana, kładąc dłoń na piersi.
- Oh, no weź, Renee. Dziewczyny takie jak ty zapuszczają się w tę okolicę tylko po narkotyki lub seks, bo ci wasi nadęci faceci, z twojej części miasta, nie mogą wytrzymać dłużej niż pięć minut.
Chciałam go poprawić, mówiąc, że dziesięć minut, ale powstrzymałam się, ponieważ prawdopodobnie by mnie wyśmiał.
- Przyjechałam, żeby coś ustalić.
Niall uniósł brwi.
- Oh, naprawdę? A co?
- Chodzi o to co powiedziałeś wczoraj po kolacji.
- O Boże - westchnął Niall, kręcąc głową. - Po prostu odpuść.
- Posłuchaj, nie mogę odpuścić. Muszę wiedzieć czemu nie ufasz Jedowi, czemu uważasz, że mnie wykorzystuje i co miałeś na myśli, gdy mówiłeś, ze mam marnujący się potencjał - powiedziałam, krzyżując ręce.
- Naprawdę jechałaś tyle kilometrów tylko po to, żeby mnie o to zapytać?
Skinęłam głową.
- Tak. I nie odejdę dopóki mi nie odpowiesz.
- Jezu, naprawdę masz wielkie ego, czyż nie? Nie możesz po prostu pogodzić się z faktem, że nie każdy będzie całował cię w tyłek?
- Tu nawet nie o to chodzi!
Uniósł głowę i spojrzał na mnie.
- To oznacza, że ty także masz wątpliwości co do swojego chłopaka.
Przełknęłam ślinę, nie odzywając się.
- A sądząc po twoim spojrzeniu, nie jestem jedyną osobą, która powiedziała coś negatywnego na jego temat.
- Okej, mój brat nie chce mi powiedzieć dlaczego go nie lubi. Ale ty możesz, racja? Nie obchodzą cię moje uczucia czy szczęście, więc po prostu powiedz mi to co powinnam wiedzieć.
Niall patrzył na mnie przez parę sekund, nic nie mówiąc. W końcu jednak otworzył usta.
- Lubię Jeda. Jest moim dobrym znajomym. Ale fakt, że zapomniał portfela i jak wtedy zauważyłaś nie był to pierwszy raz, oznacza, że cię wykorzystuje. I słyszałem też jak rozmawiał w szatni z Mattem, mówiąc, że nie będzie nawet kupował biletów na mecz Manchester United, bo i tak ty zapłacisz.
Zmarszczyłam brwi.
- Tak powiedział?
Niall przytaknął.
- Nie okłamałbym cię, bo jak zauważyłaś, nie obchodzi mnie twój związek.
- Więc czemu mi o tym powiedziałeś? - zapytałam. Nic nie poradzę, ale dostrzegłam jak jego wzrok powędrował z mojej twarzy na nogi, po czym znowu spojrzał mi w oczy.
- Bo nie lubię, kiedy faceci traktują dziewczyny jak gówno.
Nie mogłam się powstrzymać, aby nie prychnąć.
- Oh, więc teraz jesteś idealnym dżentelmenem? A co z tymi chwilami, gdy na mnie krzyczałeś i mnie wyzywałeś?
- Proszę, nie mów, że się tym przejmowałaś - powiedział, przewracając oczami.
- Nie przejmowałam, ale tylko mówię. Nie powinieneś udzielać wszystkim lekcji dobrego związku, kiedy nie wiesz nawet co to znaczy.
- Jeśli dobrze pamiętam to ty do mnie przyszłaś i poprosiłaś mnie o odpowiedzi.
Westchnęłam.
- Masz rację. Przepraszam.
- Nie dosłyszałem - powiedział, nastawiając ucho.
- Odpieprz się, słyszałeś mnie - odpowiedziałam i usiadłam na huśtawce obok, wyciągając papierosa.
Niall zrobił to samo, a gdy już je podpaliliśmy, kontynuowałam to małe przesłuchanie.
- A o co chodziło ci z tym marnującym się potencjałem?
Widziałam jak przewraca oczami, gdy wypuszczał dym.
- Chodzi o to, że jesteś... Nie wiem jak to powiedzieć. Rozmawialiśmy wtedy o Perrie, że nie jest w moim typie, racja?
- Racja - przytaknęłam.
- I wtedy powiedziałem, że nie lubię jej w ten sposób, ponieważ lubię o kogoś zabiegać, o kogoś, kto zmusiłby mnie do starania się.
Ponownie skinęłam głową.
- A później powiedziałeś, że pasowałabym do tego opisu.
Niall odwrócił się na huśtawce, żeby spojrzeć na mnie, dlatego zrobiłam to samo.
- Czemu to powiedziałeś? - zapytałam. - Przecież mnie nie lubisz.
- Bo zachowujesz się jak ktoś, kim nie jesteś.
Zmarszczyłam brwi.
- Co? Skąd możesz to wiedzieć?
- Bo zauważam różne rzeczy. Na przykład, kiedy twoi przyjaciele chcą iść sprawdzić jakąś elegancką restaurację, a ty marszczysz nos, ale tego nie komentujesz. Lub gdy Jed zaproponował, żeby na feriach lecieć do Dubaju, w ogóle nie byłaś tym podekscytowana, jednak mimo to się zgodziłaś.
- I co ja mam o tym sądzić? - zapytałam. Odebrało mi mowę, bo Niall naprawdę zauważył te wszystkie rzeczy, których nie byłam świadoma, jednakże trafił w samo sedno.
- Twoi rodzice mają mnóstwo kasy i chcesz żyć tym stereotypem typowej, bogatej dziewczyny, kiedy w rzeczywistości nawet nie przejmujesz się takimi rzeczami, ale jesteś zbyt przestraszona, żeby to przyznać, bo zawiodłabyś tym ludzi. I może boisz się, że większość osób przyjaźni się z tobą z powodu majątku twoich rodziców.
Zmarszczyłam brwi. Jego słowa były tak trafne, że nie miałam pojęcia co mogłabym powiedzieć.
- I to prawdopodobnie dlatego wysiliłaś się, żeby tu przyjechać i zadać mi te pytania. Nie jesteś tego pewna i nikt ci tego wcześniej nie pokazał.
- Dlatego mnie nie lubisz? Bo udaję kogoś, kim nie jestem? - zapytałam, nie do końca wiedząc czemu obchodzi mnie jego zdanie.
Niall skinął głową.
- A mówiąc, że masz wielki marnujący się potencjał, chodziło mi o to, że byłabyś dokładnie w moim typie.
- Czyli?
- Dziewczyną, która spowodowałby, że chciałbym zabiegać o jej czas i uwagę, która jednocześnie nikogo by źle nie traktowała.
Uśmiechnęłam się wbrew własnej woli.
- To... miłe z twojej strony.
- Tak, cóż. To miałem na myśli, kiedy mówiłem to co mówiłem, więc wybacz, jeśli oczekiwałaś innej odpowiedzi.
Pokręciłam głową.
- Jak to możliwe, że tak łatwo możesz przechodzić z bycia miłym na bycie niegrzecznym? - zapytałam, przewracając oczami.
Po kilku sekundach ciszy dodałam szeptem:
- Właściwie ta odpowiedź podoba mi się bardziej niż ta, której się spodziewałam.
- A czego się spodziewałaś?
- Nie wiem. Czegoś w stylu "byłem pijany i chciałem się z ciebie pośmiać".
Niall potrząsnął głową, zbliżając się do mnie.
- Czemu zawsze oczekujesz ode mnie najgorszego?
- Bo taki już jesteś w stosunku do mnie. I teraz jestem po prostu zdezorientowana, bo powiedziałeś, że jestem w twoim typie, a mimo to wciąż jesteś... Niallem.
- Nie bierz tak tego do siebie.
Skrzywiłam się.
- Powiedziałeś, że jestem w twoim typie! Jak niby mam tego nie wziąć do siebie?
- Bo nie chcę, żebyś myślała, że jestem tobą zauroczony czy coś.
- Oh proszę, twoje ego jest większe od twojego kutasa.
Niall uniósł brwi, strzelając mi uśmieszek.
- Skąd możesz znać jego rozmiar?
- Tak tylko zakładam - wzruszyłam ramionami.
- Oh, uwierz mi księżniczko, jeśli miałabyś się kiedyś o tym przekonać, nie mogłabyś chodzić przez kolejne dwa dni.
Dreszcz przebiegł w dół mojego kręgosłupa, a ja spojrzałam na jego usta, po czym po paru sekundach wróciłam wzrokiem do jego oczu.
- Jesteś taki zakłamany, Boże. To był błąd - powiedziałam i wstałam z huśtawki, zaciskając dłoń na torebce.
Niall również wstał, ale złapał moją rękę.
- Co robisz? - zapytałam, starając się wyrwać swoje ramię z jego uścisku.
- Posłuchaj - zaczął, puszczając mnie. - Po prostu chcę cię przeprosić za bycie palantem teraz i w przeszłości, dobrze?
Patrzyłam na niego ze zdumieniem.
- Czy ty mnie właśnie przepraszasz?
Skinął głową.
- Ta nienawiść nie może trwać wiecznie. Zachowujmy się trochę grzeczniej, okej?
Oblizałam usta i przytaknęłam.
- Dobrze.
Ruszyłam w kierunku samochodu, ale zaraz odwróciłam głowę.
- Chociaż nadal nie wiem jak mam się przy tobie normalnie zachowywać, kiedy wiem, że jestem w twoim typie.
Niall pokazał mi środkowy palec, podchodząc bliżej.
- A ja jestem w twoim typie.
Tym razem odwróciłam się do niego całym ciałem.
- Słucham? Mój chłopak jest w moim typie.
- Oh, proszę - prychnął. - Jesteś z nim z przyzwyczajenia, nie z miłości.
Spojrzałam w dół na swoje stopy.
- Ludzie zawsze kończą, będąc ze sobą z przyzwyczajenia, a nie z miłości.
- Więc się ze mną zgadzasz - stwierdził Niall, zatrzymując się parę centymetrów od mojej twarzy. - I po raz pierwszy się w czymś zgadzamy.
- Ale i tak nie możesz zakładać, że jesteś w moim typie. Mam chłopaka.
- No i? Czy to zdrada lub coś? - zapytał, przysuwając się do mnie wolno.
Mogłam poczuć jego oddech na swojej twarzy, mieszaninę mięty i papierosów, co trochę mnie podnieciło, dlatego musiałam to przerwać. Ale z jakiegoś powodu nie mogłam i nie chciałam tego robić.
- Nie... ale nie jesteś w moim typie. Nie schlebiaj sobie.
- Oh, no weź. Pragniesz kogoś, kto będzie cię trzymał w gotowości, właśnie tak jak ja. Zrozum to, Renee, twój chłopak to teraz jedynie tymczasowa, rutynowa sprawa.
- Nie masz pojęcia o czym mówisz - stwierdziłam, robiąc krok do tyłu. - I nie masz prawa tak twierdzić.
- W takim razie powiedz mi, że cokolwiek co dzisiaj tu powiedziałem nie było prawdą. Lub że tak tego nie czujesz. Bo obiecuję, że wtedy zostawię cię w spokoju.
Zamilkłam, czując swój szybki i mocny puls. Miał całkowitą rację. Nie wiedziałam nawet, co mogłabym mu powiedzieć.
Niall uniósł dłonią mój podbródek, dzięki czemu nasze spojrzenia się spotkały.
- Wiesz, że mam rację i to cię zabija.
Przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
- Tak.
Byliśmy tak blisko siebie, że gdybym uniosła głowę jeszcze o jeden centymetr to nasze usta dotknęłyby się. Mała część mojego umysłu zastanawiała się co by zrobił Niall, gdybym to zrobiła. Druga część rozważała czy powinnam to zrobić. Najgorsze jest jednak to, że ani jedna moja najmniejsza myśl nie wiązała się wtedy z Jedem.
- Ale nie jesteś w moim typie - dodałam, starając się zachować resztki mojego szacunku do samej siebie.
- Jeśli to sprawia, że lepiej śpisz w nocy - odpowiedział Niall, puszczając mój podbródek, ale wtedy ja położyłam dłoń na jego piersi, lekko ściskając palcami jego koszulkę.
- Śpię dobrze, dzięki - powiedziałam, ale nawet się nie ruszyłam.
Niall owinął rękę na moim nadgarstku, dlatego puściłam jego koszulkę.
- Powinnam wracać do domu. Robi się późno.
- Nie ma nawet dziewiątej, ale doceniam twój wysiłek w wymyśleniu jakiejś wymówki - zaśmiał się Niall.
- Ja, uh... zobaczymy się w szkole - wydukałam i odwróciłam się tym razem na dobre, odchodząc bez oglądania się za siebie.
Kiedy dotarłam do samochodu, siedziałam w nim chyba z dziesięć minut, po prostu gapiąc się na kierownicę i analizując co do kurwy się tam właśnie wydarzyło i czemu się to wydarzyło.
Gdy w końcu uruchomiłam silnik i wyjechałam na ulicę, myślałam o tym równoległym wszechświecie, gdzie Niall zająłby miejsce Jeda, zastanawiając się czy to by w ogóle zadziałało, ponieważ tak bardzo różniliśmy się z Niallem, a jednak wciąż w jakiś sposób byliśmy dokładnie tacy sami.

----------------------------------------

W poniedziałek podczas lunchu opowiedziałam wszystko Jake'owi, zanim dołączyła do nas reszta naszych znajomych. Jake doszedł do wniosku, że powinnam rzucić Jeda i przespać się z Niallem lub przespać się z Niallem, nie mówiąc o tym Jedowi. Więc zasadniczo po prostu chciał, żebym przespała się z Niallem.


- Czy ty oszalałeś? Jakby to miało być? - zapytałam.
- Cóż, jego penis wszedłby w twoją... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Wiem jak uprawia się seks - westchnęłam, przewracając oczami. - To znaczy, nie ma szans, że to się kiedykolwiek wydarzy, a zresztą prawdopodobnie i tak skończymy, skacząc sobie do gardeł.
- Perwersyjnie - stwierdził Jake, puszczając mi oczko.
Kątem oka zauważyłam Sophię i Katherine, dlatego przybliżyłam się do Jake'a.
- Proszę obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz, okej? Zwłaszcza Jedowi i Perrie.
- Wiesz, że jestem po twojej stronie, suko. Nigdy bym cię nie zdradził - przysiągł, teatralnie kładąc dłoń na swoim sercu.
Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się do dziewczyn, które właśnie siadały obok nas.
- Więc o czym rozmawiacie? - zapytała Katherine, a ja wzruszyłam ramionami, mając nadzieję i także wiedząc, że Jake nic nie powie.
- O niczym ważnym - rzucił Jake, ale wtedy Sophia i tak zmieniła temat.
- Więęęc, w piątek idziemy do Liama na małe spotkanko - ogłosiła, jakby to nie miało dla niej znaczenia.
- Jak to się stało? - zapytałam, nakładając sałatkę na widelec.
- Przed chwilą powiedział mi, żeby was zaprosić, bo jego rodzice wyjeżdżają z miasta.
- Czyli będzie dobra impreza - wywnioskował Jake.
- Cóż, powiedział, że zaprosił tylko kilka osób, ale wszyscy wiemy, że zawsze jest takie początkowe założenie - westchnęła Sophia. - W każdym razie idziemy tam, bo potrzebuję okazji, żeby wepchać język do jego gardła, okej?
Przewróciłam oczami, ale i tak się zgodziłam, mimo że miałam dość uczestniczenia w takich "imprezach" tylko po to, żeby spiknąć swoich przyjaciół. Ale cóż, nie powinnam narzekać, bo jeszcze rok temu sama taka byłam, gdy chciałam poznać bliżej Jeda.
Kiedy tak kontynuowałam spożywanie swojej sałatki, Niall minął nasz stolik, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy i kiwając głową. Zazwyczaj w takich sytuacjach jedynie marszczył nos.
- Co to było? - zapytała zaskoczona Sophia, ale ja tylko wzruszyłam ramionami.

------------------------------------------

Przeglądałam się w lustrze, mając jeszcze dziesięć minut do wyjścia. Mieliśmy iść do Liama, a tak się akurat złożyło, że dzisiaj była moja pierwsza rocznica z Jedem. A ponieważ nie pojawił się w szkole, powiedziałam mu, że uczcimy to na tej imprezie. Nie miał żadnych zastrzeżeń co do tego pomysłu.
Nie planowałam zabrać samochodu, ponieważ chciałam pić, dlatego zamówiłam ubera, który miał pojawić się za pięć minut.
Ubrałam się w różowe rurki od Balanciagi, dopasowany top z frędzlami, beżowe skórzane adidasy Zanotti i torbę od Mulberry.


Dostałam powiadomienie, że kierowca już czeka pod drzwiami, dlatego szybko zbiegłam po schodach.
Po drodze zgarnęłam Jake'a, Zayna i Sophię, a piętnaście minut później staliśmy już przed domem Liama. Od razu usłyszałam ze środka muzykę, a sądząc po czterech samochodem ustawionych obok siebie na podjeździe, myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że to nie będzie tylko 'małe spotkanie' jak zakładała wcześniej Sophia.
Rozejrzałam się za Jedem, gdy tylko znalazłam się w środku. Nie mogłam go jednak znaleźć, dlatego wysłałam mu wiadomość. Czekając na jego odpowiedź, poszłam do kuchni, gdzie akurat Liam rozmawiał z Niallem, robiąc sobie drinki.
- Widzieliście może Jeda? - zapytałam, kładąc na ladzie torebkę i chwytając pusty kubek.
- Nie sądzę, że będzie tu dzisiaj - odpowiedział Liam, a ja zmarszczyłam ze zdezorientowaniem brwi.
- Co? Wczoraj twierdził, że się tu spotkamy. I nie było go dzisiaj w szkole?
- Powiedział mi, że jedzie gdzieś z rodzicami. Nie wiem - powiedział Liam.
Co do kurwy? Wyraźnie zaproponowałam mu, żebyśmy się tu spotkali, żebyśmy mogli uczcić naszą rocznicę, a on się zgodził??!!
Wyciągnęłam telefon, kiedy ten akurat zaczął wibrować, dzięki czemu mogłam przeczytać jego wiadomość.
Jed: przepraszam kochanie, coś mi wypadło, ale jutro ci to wynagrodzę :)
Przewróciłam oczami i nawet nie fatygowałam się, żeby mu odpisać. Wyłączyłam telefon i wrzuciłam go do torebki.
- Coś nie tak? - zapytał szczerze zaniepokojony Liam.
- Napisał, że coś mu wypadło, ale jutro mi to wynagrodzi - wymamrotałam, biorąc łyka żurawinowej wódki.
Niall prychnął, dlatego odwróciłam się do niego twarzą, czując budującą się we mnie złość. Liam musiał poczuć się jak piąte koło u wozu, dlatego odszedł od nas bez słowa, zostawiając nas samych w kuchni.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam, zakładając na piersi ręce.
- Nie, to po prostu zabawne, że twój chłopak zostawił cię w waszą pierwszą rocznicę.
- Uważasz, że to zabawne? - zapytałam, kręcąc głową.
Niall wzruszył ramionami, zbliżając się do mnie.
- Nie. To zwykły dupek. A ty powinnaś to już zauważyć. W końcu byliscie razem już cały rok.
- Masz... - zaczęłam, ale wtedy przerwał mi Harry, który wszedł do kuchni, szukając alkoholu.
Zaraz po nim pojawił się Louis, który wydawał się także rozglądać za czymś do picia, a kiedy wpadł na Harrego, ten zarumienił się i przeprosił.
- W porządku, bracie - powiedział Louis, a ja poczułam zażenowanie, ponieważ byłam pewna, że to było ostatnie przezwisko, jakim Harry pragnął być nazwany przez Louisa, czyli faceta, który był jego crushem.
Wyszli osobno, a gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, mruknęłam:
- Żałosne - powiedzieliśmy jednocześnie z Niallem, dlatego spojrzeliśmy się na siebie z podziwem.
- Czy ty coś wiesz? - zapytałam, wskazując na niego palcem.
- A czy ty coś wiesz? - odparł.
- Może - urwałam, mrużąc oczy. - Hipotetycznie rzecz biorąc, mogę wiedzieć, że Harry podkochuje się w Louisie. A co ty hipotetycznie wiesz?
Zastanawiał się przez sekundę.
- Mogę hipotetycznie wiedzieć to samo o Louisie.
Uśmiechnęłam się do niego, a on spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Powinniśmy ich spiknąć. Lub przynajmniej spróbować - zaproponowałam, obmyślając plan.
- Przyjaźnisz się z Harrym? - zapytał.
- Myślę, że tak.
- Czy to byłoby dziwne, jeśli poprosiłabyś go, żeby poszedł z tobą do galerii?
Zaprzeczyłam.
- A ty weźmiesz Louisa? I przypadkowo na siebie wpadniemy?
Niall strzelił mi uśmieszek, kiwając głową.
- Jasne. Jutro?
Zgodziłam się.
To było trochę dziwne, że oboje zgodziliśmy się na wspólne spotkanie w centrum handlowym, ale nie odezwałam się ani słowem. Jeszcze dziwniejsze było to, że Niall był tak blisko mnie, że mogłam wyczuć alkohol w jego oddechu i ponownie przyłapałam się na tym, że wcale nie chciałam się od niego cofnąć.
- Jesteś naprawdę blisko - stwierdziłam, a on wzruszył ramionami, patrząc mi w oczy.
- No i? Nie widzę, żebyś się odsuwała.
Przełknęłam ślinę, a on pochylił się nade mną tak, że nasze nosy dotknęły się, a ja mogłam poczuć krew pulsującą w moich żyłach z powodu adrenaliny.
Nasze wargi dotknęły się, w momencie gdy drzwi od kuchni otworzyły się, a do środka weszli dwaj faceci, krzycząc i śmiejąc się. Razem z Niallem spojrzeliśmy w dwóch różnych kierunkach, a ja przeprosiłam go, mówiąc, że muszę znaleźć bezpieczniejsze miejsce dla swojej torebki.
Nie słyszałam, żeby coś odpowiedział, ponieważ wyszłam z kuchni w ułamku sekundy, od razu zamawiając taksówkę, ponieważ nie było wolnych uberów.
Pożegnałam się z Jakiem, mówiąc mu, że wracam do domu, bo nie czuję się zbyt dobrze.
Minutę później taksówka pojawiła się na zewnątrz, dlatego szybko do niej wsiadłam, witając blondynkę, siedzącą za kierownicą. Podałam jej swój adres, a ona skinęła głową, odpalając silnik.
Przygryzłam wargę, myśląc o Niallu oraz o tym, co właśnie zrobiłam (lub co miałam zamiar zrobić), ale wtedy moje myśli zostały przerwane, kiedy zauważyłam wiszące na lusterku prawo jazdy kobiety.
Maura Horan, 37
Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się czy to może być matka Nialla, ale wtedy zobaczyłam obok małe zdjęcie, na którym była ona oraz dwójka małych, blond dzieci, które wyglądały jak Niall i Lily.
Przez resztę drogi siedziałam cicho, myśląc jedynie o fakcie, że mogłam właśnie zdradzić swojego chłopaka i chciałam pójść na totalną całość.


---------------------------------------
Jeśli szanujesz moją pracę poświęconą przetłumaczeniu tego rozdziału, proszę poświęć minutę i zostaw komentarz :)
#ColdWaterPL
Szablon
Fantazja
Twitter