poniedziałek, 21 sierpnia 2017

7. Jesteś szalona, przysięgam.

Rey's POV:
Gdy wchodziłam do domu, nadal czułam na ustach pocałunek Nialla. Czemu do kurwy postanowiłam pójść porozmawiać z moim "chłopakiem", kiedy mogłam po prostu zostać na zewnątrz i jeszcze trochę poobściskiwać się z facetem, którego przypuszczalnie nienawidzę?
- Gdzie on jest? - zapytałam Sophię, która nadal wyglądała na lekko zaskoczoną tym, co właśnie zobaczyła na zewnątrz.
- My... uh. Widziałam go w kuchni, zanim... zanim wyszłam na ogród i zobaczyłam jak całujesz się z pieprzonym Niallem? - zapytała.
- Shh! - uciszyłam ją, rozglądając się, aby sprawdzić czy ktoś ją słyszał. - Mów ciszej. Nie chcę, żeby ktoś o tym wiedział.
- Więc nie powinnaś całować się z nim na tarasie, gdzie każdy wychodzi palić? - odpowiedziała sarkastycznie i poprowadziła mnie do kuchni. - To już koniec z Jedem? Czy zrobiliście sobie tylko przerwę? Mogę ci przypomnieć przerwę Ross i Rachel z "Przyjaciół"?
Przewróciłam oczami.
- Nie wiem co ze mną i Jedem. A Niall po prostu... tam był.
- Więc jest twoim pocieszeniem po Jed'ie? Czy po prostu najnowszym crushem?
Pokręciłam głową i zmarszczyłam nos.
- Z pewnością nie jest moim crushem. Tego możesz być pewna.
Zmrużyła oczy, patrząc na mnie, gdy akurat wchodziłyśmy do kuchni, gdzie Jed opierał się o blat, rozmawiając z Louisem. Gdy tylko nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, wyprostował się.
- Szukałem cię.
- Wiem. Dlatego tu jestem. O co chodzi? - zapytałam, krzyżując ramiona.
- Chcę z tobą pogadać.
- Więc gadaj.
Popatrzył na znajdujących się w kuchni ludzi, którzy zajmowali się własnymi sprawami.
- Nie tutaj.
- Więc gdzie? - zapytałam, przewracając oczami.
- Na zewnątrz. Chodź.
Westchnęłam i poszłam za nim na tylny taras, gdzie Niall nadal palił, ale tym razem z inną dziewczyną, z którą chyba miałam zajęcia z angielskiego. Nawiązaliśmy krótki kontakt wzrokowy, ponieważ szybko skierowałam się w stronę Jeda, który oparł się o barierkę i przyciągnął mnie do siebie.
- Przepraszam - powiedział jedynie, a ja nie do końca wiedziałam jak zareagować.
- Za co? - zapytałam, kiedy położył dłoń na moich plecach.
- Za wszystko.
- A konkretniej?
Westchnął i przewrócił oczami, dzięki czemu wiedziałam, że jego ego właśnie cierpiało.
- Przepraszam, że cię okłamywałem i zaniedbywałem, no i byłem pieprzonym dupkiem. Wiesz, że cię kocham i nigdy nie chciałbym cię stracić, racja? - zapytał, patrząc na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami, które kiedyś sprawiały, że miękły mi kolana. Ale teraz przyprawiały mnie jedynie o mdłości.
- Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Mówiłam ci, że potrzebuję przerwy.
- Ale minęło już tyle dni... - urwał. - Tęsknię za tobą.
Przełknęłam ślinę i kątem oka spojrzałam na sekundę na Nialla.
- No i? Czuję się zbyt oszukana, żeby w ogóle... Nie mogę. Nie teraz, nie mogę. Przepraszam.
Jed wyglądał jakby miał się rozpłakać, a moje serce łamało się na ten widok, ale zasługiwałam na coś lepszego. Nawet gdyby to coś 'lepszego' miało oznaczać Nialla jako mojego przyjaciela z korzyściami... To nadal byłoby lepsze niż moje ciągłe zamartwianie się o nasz związek z Jedem.
- Proszę nie rób tego - powiedział, przyciągając mnie do siebie za mój kark.
Spojrzałam w dół na jego buty, ponieważ już czułam łzy zbierające się w moich oczach, a nie chciałam, żeby wiedział, że nie tylko on cierpi.
- Ja po prostu... potrzebuję przestrzeni, żeby wszystko przemyśleć - powiedziałam w końcu patrząc mu w oczy.
- Ale... pomyślisz też o nas? O nas jaki parze.
Skinęłam głową, bo jak mogłabym tego nie zrobić? Nie da się ot tak odrzucić roczny związek.
Moja odpowiedź wydawała mu się wystarczać, ponieważ powiedział, że znajdzie nam coś do picia i poprosi Louisa o skręta.
Patrzyłam na jego plecy, gdy wchodził do domu, a następnie odwróciłam się do Nialla, który odesłał tamtą dziewczynę nie wiadomo dokąd.
- Ładnie - rzucił, krzyżując ramiona.
- Co? - odpowiedziałam.
- Myślałem, że z wami koniec.
- Bo tak jest. Po prostu potrzebuję czasu, żeby mu to powiedzieć.
Niall pokręcił głową.
- Nie zrobisz tego.
- A ty skąd do cholery możesz to wiedzieć? Jesteś nowym ekspertem od spraw związków?
- Nie jesteś wystarczająco silna.
Uniosłam mocno brwi. - Wybacz mi kurwa. To że miałeś język w moich ustach, nie oznacza, że mnie znasz.
- Nie tak to miało zabrzmieć. Nie doprowadzisz tego do końca, bo on za każdym razem będzie robił ci tę minę szczeniaczka, a ty nie będziesz w stanie się mu oprzeć, bo macie zbyt wiele wspólnych wspomnień.
- Skąd to do kurwy wiesz? - zapytałam, robiąc krok w jego stronę.
- Widziałam takie związki jak twój. Gdzie nie liczyło się jak kobieta była traktowana, po prostu... po prostu nie mogła odejść. Nieważne ile osób mówiło jej by to zrobiła - odpowiedział, a ja zobaczyłam błysk smutku w jego oczach. - To nazywa się przemocą emocjonalną. A zanim spostrzeżesz to tylko się rozwinie.
- Sugerujesz, że może mnie uderzyć czy coś? Bo nie można żartować o takich rzeczach.
Jego oczy ściemniały.
- Nigdy bym z tego nie żartował.
- Po prost... przestań. Przestań wtykać nos w nieswoje sprawy. I swój język - dodałam, co wywołało u niego uroczy uśmiech. Kurwa.
Niall zbliżył się o krok.
- Jesteś pewna, że tego nie chcesz? - wyszeptał. - Bo jeśli jesteś tego pewna to tamta dziewczyna czeka na mnie na górze i powiedziała mi, że mogę włożyć parę rzeczy gdziekolwiek zechcę.
Przez pół sekundy odczuwałam zazdrość, po czym całkowicie zalała mnie fala wściekłości. Uderzyłam go w policzek i odepchnęłam go.
- Jesteś jebaną świnią.
Niall wzruszył ramionami i odszedł, zostawiając mnie samotnie na zewnątrz.
Właśnie kończyłam papierosa, kiedy Jed pojawił się na ogrodzie razem z Harrym i Louisem, trzymając dwa czerwone kubki.
- Co to? - zapytałam, gdy wręczył mi jeden z nich.
- Wódka z sokiem pomarańczowym.
Wzięłam łyka i od razu zmarszczyłam nos.
- Wiem. Mogłem nalać za dużo wódki - odparł Jed, ale ja pokręciłam głową.
- Tak właściwie to nalałeś jej zbyt mało. Zaraz wracam.
Weszłam do wnętrza domu, a kiedy dolewałam sobie wódki, Jake podszedł do mnie.
- Jak... - zaczął, ale przerwałam mu.
- Obściskiwałam się z Niallem.
- SUKO, CO.
Otworzył usta, mrugając kilka razy.
- Co-kiedy-jak-czemu? - wydusił, a ja zaczekałam aż się uspokoi, dzięki czemu mogłabym mu wszystko opowiedzieć.
- Na zewnątrz. Zaraz po tym jak tu przyszliśmy. Nie wiem. On po prostu... sprawia, że się śmieję... ugh. Nic do niego nie czuję, tyle co... bardzo mocne przyciąganie seksualne. Dlatego mam w tym kubku 80% wódki i 20% soku. Aha i zerwałam z Jedem, ale nie porzuciłam naszej znajomości i potrzebuję przestrzeni i po prostu... nie wiem - odparłam na jednym wydechu, po czym wzięłam dużego łyka.
- Okej, zacznijmy od początku. Więc całowałaś się z Niallem. Jak było? Powtórzyłabyś to?
- Zdecydowanie - powiedziałam bez większego zastanawiania się. - To było... podniecające. Nie ma słów, żeby to opisać. I nienawidzę za to siebie... i jego. Nienawidzę go. Nienawidzę tego! Nienawidzę tego, że tak bardzo mi się podobało i chcę to powtórzyć. Jake, co mam robić?
- A gdzie on teraz jest?
- Pieprzy na górze jakąś blondynę z zajęć angielskiego.
- No cóż. To niedobrze - stwierdził oczywiste.
- Oh serio? - zapytałam z sarkazmem.
- Dopij tego drinka. Zachowujesz się jak suka, gdy jesteś trzeźwa i napalona.
Skinęłam głową i dużymi łykami wypiłam całą zawartość swojego kubka. Jake od razu nalał mi jägermeistera z colą.
- Plan jest prosty. Poproszę Sophię, żeby upewniła się, że Jed nie będzie ci przeszkadzał, podczas gdy ja pójdę na górę, aby przebadać sytuację i zdać ci raport. Spotkamy się za pięć minut na zewnątrz. Wypij coś jeszcze.
- Kocham cię - powiedziałam mu, a on odgonił mnie, po czym wyszedł z kuchni.
Wyszłam na zewnątrz, a plan od razu się zawalił, ponieważ Jed nadal tam był, paląc skręta z Harrym i Louisem.
- Chcesz trochę? - zapytał mnie Louis, wyciągając zioło w moją stronę.
Chciałam odmówić, ale pieprzyć to. Podeszłam do nich i wzięłam dwa buszki. Przytrzymałam dym w płucach, po czym wypuściłam go i podałam skręta Harremu.
Kolejka jeszcze raz zatoczyła koło, kiedy Jake pojawił się obok nas. Jego wzrok wylądował na Jed'ie, dlatego uśmiechnął się fałszywie, opierając rękę na biodrze.
- Jed, kochanie, mógłbyś być tak uprzejmy i przynieść mi ten jeden z twoich popisowych drinków?
Przygryzłam wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem. Jed skinął głową i uśmiechnął się, zostawiając nas. Kiedy Jake upewnił się, że odszedł, odwrócił się do mnie i klasnął dłońmi.
- Więc. Pieprzą się. A jej się to podoba.
- Kto się pieprzy z kim? - zapytał Louis, kładąc rękę na barkach Harrego.
- Najwidoczniej również wasza dwójka - Jake strzelił im uśmieszek. - A tak na serio to Niall i Cassidy z angielskiego. Zawsze wiedziałem, że ona go pragnie. Od razu było to widać.
- Czemu obchodzi was Niall? - Harry zapytał z ciekawością.
- Nie obchodzi. Po prostu... nie wiem. Chciałam wylądować z nim w łóżku. Ale lepiej zachowajcie to dla siebie, bo inaczej was zabiję.
- Kochanie, totalnie cię shippujemy z Niallem - odpowiedział Louis. - Jesteśmy po twojej stronie.
- Tak... Chwila - powiedział Harry, odsuwając się od Louisa. - Czy byli w sypialni moich rodziców?
- Ostatnie drzwi po prawej? Tak - odparł Jake.
Harry przewrócił oczami.
- To pokój moich rodziców. Znając Nialla zaraz pewnie zepsują parę rzeczy. Muszę temu zapobiec.
Nie zatrzymałam go. Tak właściwie, jakoś cieszyłam się, że Harry przerwie ich seks.
Louis poszedł za Harrym do środka, dlatego zostałam jedynie z Jakiem.
- Więc... co teraz? - zapytałam go. - Jakie są szanse, że jeszcze będę obściskiwać się dzisiaj z Niallem? I jakie są szanse, że Jed się o tym nie dowie? Czekaj. Czy to liczy się jako zdrada?
Jake pokręcił głową.
- Nie. Powiedziałaś mu, że potrzebujesz przestrzeni, racja? Myślę, że zrozumiał, że już go nie chcesz, ale tego nie przyznasz.
- Nieważne. Nie ma szans, że pocałuję Nialla po tym jak jego usta były na waginie innej dziewczyny.
- W takim razie już chyba nigdy nie powinnaś się z nim obściskiwać - zaśmiał się, a ja pokazałam mu środkowy palec.
Wróciliśmy do środka, gdzie przetańczyliśmy kilka piosenek, po czym poczułam potrzebę wypicia kolejnego drinka. Przedarłam się łokciami przez ludzi, aby przed moimi oczami ukazał się obraz Nialla oraz tamtej dziewczyny obściskujących się przy blacie.
- Znajdźcie sobie pokój - rzuciłam i chwyciłam prawie pustą butelkę wódki.
- Pilnuj własnego nosa - odpowiedział Niall, odsuwając się od niej.
- Idę do toalety - powiedziała mu i uśmiechnęła się do mnie, odchodząc.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet nie jestem na nią zła, tylko no Nialla.
- Dzięki. Wygląda na to, że dzisiaj z nikim nie będę uprawiał seksu. Najpierw przerwano mi i tobie, później...
- Nawet nie dodawaj mnie do tej listy - przerwałam mu z obrzydzeniem.
- Oh skarbie, ale nie wyglądałaś na przeciwną godzinę temu. A jeśli nie zniknęłabyś wtedy, żeby wyjaśnić sprawy ze swoim chłopakiem, nie pieprzyłbym jej.
Pokręciłam głową, nalewając sobie sok pomarańczowy do alkoholu.
- Obrzydzasz mnie. A tamten pocałunek był błędem, który już nigdy nie powtórzę.
Niall szyderczo wydął wargę i przechylił głowę.
- Jesteś pewna?
Przytaknęłam, nie patrząc na niego.
- Nie wierzę ci - odpowiedział, podchodząc do mnie, dlatego zrobiłam krok do tyłu i tak kontynuowaliśmy to, aż znalazłam się przy drzwiach. Moje serce prowadziło swój własny wyścig, a wnętrze dosłownie zacisnęło się z powodu mojego podniecenia. Nie byłam już nawet pijana. Może lekko wstawiona, ale zdecydowanie świadoma.
- Musisz. Nie oznacza nie. Zmusisz mnie do tego, bo myślisz, że kłamię? - powiedziałam szybko, a on nagle zrobił krok do tyłu.
- Nigdy bym tego nie zrobił.
I teraz pożałowałam swoich słów.
Czemu ja taka jestem?
- Nie rób tego - szepnęłam, ponieważ gardło zablokowało się przez to całe napięcie seksualne.
- Czego nie robić, Rey? - zapytał.
- Nie odchodź. Chcę... - urwałam.
Zacisnął szczękę, podchodząc do mnie i prawie miażdżąc mnie o tamte drzwi. Położył jedną dłoń na moim policzku, a drugą na talii, przyciągając mnie do pocałunku. Przebiegłam ręką przez jego włosy, ponieważ w drugiej nadal trzymałam kubek. Złapał moją nogę w kolanie i przyciągnął ją do swojego pasa. Moje stopy bolały jak diabli przez te szpilki, ale w tamtym momencie ledwie to czułam.
Niall pogłębił pocałunek, jeszcze bardziej przechylając głowę na prawo. Jego dłoń powędrowała od mojej nogi, żeby złapać mój tyłek, a ja już dosłownie płonęła. Jezu Chryste.
Drzwi nagle uderzyły w moje plecy, a ja prawie rozlałam zawartość swojego kubka. Niall odsunął się do tyłu, a ja otworzyłam drzwi, aby ujrzeć Sophię i Liama. Jej oczy wylądowały na mnie, a następnie na Niallu. Strzeliła mi uśmieszek, mimo że widziałam, że coś jest nie tak.
- Jed tak jakby... krzyczy za tobą na górze. Jest kompletnie pijany - powiedziała, a ja podałam jej swój kubek.
- Zaraz wracam. On musi zasnąć, bo inaczej zrobi się agresywny i coś rozwali.
- Co? - zapytał zdezorientowany Niall, ale ja już ruszyłam, jednak zdążyłam jeszcze za sobą usłyszeć, jak Sophia tłumaczy mu, że Jed to jeden z tych typów, który robi się agresywny przed całkowitym odleceniem.
Przez ból stóp ledwie wyszłam na górę, gdzie znalazłam siedzącego przy ścianie Jeda. Mamrotał coś, ale nic nie rozumiałam.
- Jed, wstawaj. Położę cię do łóżka - powiedziałam i wyciągnęłam do niego dłoń.
- Reeeey. Tak baaardzo cię kocham. Nie zostawiaj mnie - jęknął, a ja przewróciłam oczami. Nienawidziłam, gdy był pijany. Nie pił często, ale gdy już to robił to była jedna najgorszych rzeczy.
- Chodź, wstawaj.
- Tylko jeśli najpierw powiesz, że mnie kochasz i obiecasz, że się nie rozstaniemy. Kocham cię, przysięgam - wybełkotał, ale jakoś zrozumiałam jego słowa.
- Wstawaj albo cię tu zostawię.
- Niee! Nie zostawiaj! - krzyknął, tym razem wścieklej, ale nie przejęłam się tym. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, ponieważ zawsze mogłam go łatwo kontrolować, gdy był w tym stanie półświadomości.
W końcu udało mi się podciągnąć go na nogi, a on oparł się o mnie, zawijając wokół mnie rękę.
- Kocham cię. Przepraszam. Czemu ty mnie nie kochasz - zapytał, ściskając moją rękę.
- Jezu, puść mnie, zanim zacznę krzyczeć - powiedziałam, próbując wyrwać się z tego uścisku.
- Powiedz, że mnie kochasz.
- Jed.
- Powiedz, że mnie kochasz! - krzyknął, puszczając mnie.
Zrobiłam krok do tyłu.
- Idę stąd, bo nie da się z tobą kurwa gadać, kiedy taki jesteś. Albo pójdziesz się położyć albo z nami koniec.
- Jesteś suką. Dosłownie oddałem ci swoje serce, a ty po prostu... co do kurwy? Ty niewdzięczna suko.
Okej, pierwszy raz go takiego widziałam. Nigdy nie nazwał mnie suką ani nie był agresywny wobec mnie. Czasami tylko bez żadnego powodu próbował prowokować innych ludzi do bójek.
- Whoa, myślę, że naprawdę musisz cofnąć się i uspokoić. Zaczynasz mnie denerwować.
Jed roześmiał się i podszedł jeszcze bliżej. Odwróciłam się i chciałam odejść, ale on złapał mnie za włosy i pociągnął do tyłu.
- Co do kurwy? - krzyknęłam, uderzając w jego dłoń, co jeszcze bardziej go rozwścieczyło. Jed podniósł rękę i uderzył mnie w twarz, zanim mogłam w ogóle zareagować. Łzy zaczęły zbierać się w moich oczach, ponieważ byłam aż tak zła.
Nagle Jed znalazł się na ziemi, ponieważ został uderzony pięścią w twarz. Spojrzałam w szoku na Nialla oraz stojącego za nim Liama i wystraszoną Sophię.
- Nigdy nie bij dziewczyn. Nigdy - wysyczał Niall, a Jed pokazał mu środkowy palec, co jeszcze bardziej wkurzyło Nialla, dlatego kopnął go w brzuch.
- Przestań! - krzyknęłam, przyciskając ręce do jego klatki piersiowej. - Nie bij go.
- Poważnie? On właśnie cię uderzył! - odpowiedział, cofając się ode mnie. - A ty dalej go bronisz? Co do kurwy? Ile gówna on musi ci dać, żebyś w końcu postanowiła, że już tego wystarczy?
- Nie masz prawa...
- Serio? Jesteś idiotką - przerwał mi. - Do kurwy nędzy on właśnie cię uderzył, a ty nadal go bronisz! Myślałem, że masz do siebie więcej szacunku.
- Cóż, może nie mam! - odkrzyknęłam. - Po prostu zajmij się własnymi sprawami.
Było widać, że Niall stara się uspokoić, ponieważ przygryzł wargę, aby nic już nie mówić. A ja byłam po prostu zbyt zdezorientowana, ponieważ wszystko stało się tak szybko.
- Po prostu... Pieprz się - powiedział, po czym ruszył w kierunku schodów.
Spojrzałam na Sophię, która popatrzyła na Liama, który zrozumiał, że chcemy zostać same.
Kiedy udało nam się zabrać Jeda do jakiejś pustej sypialni, wyszłyśmy na balkon, gdzie z dołu było słychać głos, w którym rozpoznałam Nialla.
- Jest kurewsko uparta. Przysięgam na Boga, że zaraz uderzę pięścią w ścianę.
- Nie wchodź w jej sprawy i uspokój się. To nie ty musisz się martwić o innych ludzi. Daj jej spokój - powiedział Sean (tak myślę?), jego kolega z zespołu.
- Po prostu nie mogę znieść, kiedy kobiety są bite bez żadnego jebanego powodu - mruknął Niall.
- To po prostu bogata snobka, która wdała się w kłótnię ze swoim pijanym chłopakiem. Zostaw ją.
Niall nic już nie powiedział, ale usłyszałam pstryknięcie zapalniczki.
Przez chwilę patrzyłyśmy się na siebie z Sophią w całkowitej ciszy.
- Masz rację. Czemu w ogóle się nią przejmuję? Już na zawsze pozostanie rozpieszczonym bachorem, który myśli, że zawsze ma rację, a świat powinien klękać mu do stóp.
Otworzyłam w szoku usta i nie mogłam się powstrzymać, aby nie odpowiedzieć na jego słowa.
- I ty to mówisz, huh? - powiedziałam, patrząc na niego w dół.
Oboje spojrzeli w górę.
- Jesteś szalona, przysięgam - odpowiedział mi w oczy.
- Nie waż się nazywać mnie wariatką, ty idioto. Wiedziałam, że jest jakiś powód przez który cię nienawidzę. Myślisz, że jesteś taki mądry? Niall, zły chłopiec, ooh, rozpływam się - powiedziałam szyderczym głosem, po czym zrobiłam krok do tyłu i wróciłam do pokoju, żeby nic już nie mówić. Byłam wstawiona i smutna, a twarz bolała mnie przez atak Jeda.
- Nic ci nie jest? Chcesz, żebym z tobą została? - zapytała Sophia, gdy zobaczyła, że otwieram drzwi od pokoju Harrego.
- Nie, jest w porządku. Zresztą jestem zbyt wkurzona, żeby teraz rozmawiać. Później.
- Dobrze. Przynieść ci coś?
Usiadłam na łóżku, ledwo zauważając na nim nieprzytomnego Louisa.
- Tak. Coś do jedzenia. Zostanę tu na chwilę, żeby oczyścić umysł.
Skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi.
Ściągnęłam buty i westchnęłam z ulgą, ponieważ stopy bolały mnie jak cholera, po czym usiadłam na łóżku. Przez parę minut patrzyłam na śpiącego Louisa, dosłownie o niczym nie myśląc. Ale później moje myśli powędrowały do wcześniejszych wydarzeń: atak mojego pijanego ekschłopaka, Niall tak jakby broniąc mnie uderzył Jeda, ja krzycząca na niego jak suka, następnie kłótnia między nami.
Mój telefon zawibrował na stoliku nocnym, ale zanim mogłabym zobaczyć nadawcę wiadomości, drzwi otworzyły się, ukazując wysoką i szczupłą sylwetkę.
Włączyłam lampkę nocną, aby ujrzeć idącego w moją stronę Nialla. W ręce trzymał talerz wypełniony różnymi smakołykami. Usiadł na łóżku obok moich nóg. Patrzyliśmy się na siebie przez parę sekund, a ja nie miałam pojęcia co zrobić czy powiedzieć.
- Sophia dała mi to, żebym ci to przyniósł - odezwał się, wręczając mi talerz. Spojrzałam na przysmaki i zaczęłam jeść. Czułam lekki wstyd, żeby cokolwiek powiedzieć, ponieważ wiedziałam, że się myliłam, a on pewnie po prostu starał się zachować miło.
- Dziękuję - rzekłam, nie patrząc na niego.
- Za co? - zapytał, dlatego podniosłam głowę, aby nawiązać z nim kontakt wzrokowy.
- Wiesz za co. Starałeś się być przyzwoitym facetem, a ja byłam idiotką - przeprosiłam, po czym włożyłam do ust kolejnego precla.
- W porządku - odpowiedział Niall, biorąc chipsa z talerza. - Przepraszam, że nazwałem cię rozpieszczonym gówniarzem. Nie jesteś taka zła.
Przewróciłam oczami, ale wiedziałam, że pewnie właśnie osłabił swoje ego tymi słowami.
- Nigdy wcześniej tego nie zrobił - dodałam po dwóch minutach jedzenia w ciszy.
- Wiem. Widziałem twoje spojrzenie.
- Skąd?
- Widziałem to wcześniej u... innych ludzi. Po prostu wiem. Zaczyna się uderzeniem w policzek, a później rozwija się to dopóki nie będziesz w tym zbyt głęboko, emocjonalnie zastraszona.
Przełknęłam ślinę.
- Ale on był tylko...
- Pijany? Tak, tak się zaczyna. Po prostu w żadnym przypadku nie... nie wracaj do niego. I nie mówię tego, bo chcę dostać się do twoich majtek. Po prostu nie mogę znieść, kiedy ludzie zasługują na coś lepszego, a i tak zostają przy czymś dużo gorszym.
- Ale ja... cały rok. To zbyt dużo zmarnowanego czasu.
- No i? - zapytał, podnosząc lekko głos. - Więc wolisz marnować go jeszcze bardziej? Masz osiemnaście lat. Pożyj trochę na miłość boską.
- Tak jak ty? Chyba nie jestem w stanie piepr...
- Nie o to mi chodzi. Po prostu bądź wolna. Rób cokolwiek na co masz ochotę, do kurwy, nie myśląc o innych. Dla odmiany pomyśl najpierw o sobie.
Zmarszczyłam brwi.
- Czemu w ogóle się tym przejmujesz?
- Tak jak mówiłem. Widywałem już ludzi, którzy wybierali coś dużo gorszego, mimo że zasługiwali na dużo więcej. A to mnie tak kurewsko wkurwia, bo wiem, że nie mogę nic na to poradzić, a to jest cholernie smutne. Ale nie masz trzydziestu lat, jesteś osiemnastolatką. Nie jest dla ciebie za późno.
Spojrzałam w dół na swoje stopy.
- Masz rację. Jed jutro przeprosi, a ja nie wiem czy... Właściwie to niech się pieprzy. Doprowadzę to do końca. Co z tego, że byłam jego 'cheerleaderką' i całe to gówno? Mogę być kogoś innego. Mogę... mogę - mówiłam chaotycznie, odstawiając talerz obok mojego telefonu.
Następnie zsunęłam się w dół oparcia, aby się całkiem położyć.
- Dzięki. Nie jesteś taki zły. Zamknę na chwilę oczy.
- Wracam na dół - stwierdził Niall po paru sekundach, po czym wstał i zgasił lampkę.
Gdy wyszedł, przykryłam się kocem i chwyciłam swój telefon.
Ostatnie co pamiętam z tej nocy to czytanie wiadomości od Sophii.
Niall idzie na górę z twoim jedzeniem. Nalegał.
--------------------------------------
Następnego ranka z sukcesem udało mi się uniknąć Jeda, gdy zabrałam swojego brata z podłogi w salonie i zawiozłam nas do domu.
Niestety wydzwaniał do mnie od tamtego czasu, ale w końcu zablokowałam jego numer oraz wszystkie social media.
- Co chcesz robić w swoje urodziny? - mój ojciec zapytał Jasona w niedzielny wieczór. Wtedy nagle sobie przypomniałam, że mój brat 24 października kończy szesnaście lat. Zalała mnie fala poczucia winy, ponieważ byłam złą siostrą, gdyż ta data przypadała na jutrzejszy dzień.
- Myślałem, żeby zabrać po szkole w piątek parę osób do Thorpe Park. Może zostaniemy tam też na noc
- Chcesz, żebym wynajął ci to miejsce?
Jasonowi prawie wyskoczyły oczy.
- Dzięki, ale nie. Będzie zabawniej, gdy będą tam też inni ludzie.
- W porządku. Ilu zapraszasz przyjaciół - zapytał tata, akurat gdy zadzwonił jego telefon.
- Cóż, sześć...
- Tak, zaczekaj. Po prostu powiesz mi później ile potrzebujesz pieniędzy - powiedział i poszedł do kuchni, przykładając telefon do ucha.
Spojrzałam na Jasona z sympatią.
- Więc kogo zabierzesz?
- Cóż, Jake'a, Bryana, Chrisa, Justina i Mike'a.
- Mojego Jake'a? - zapytałam, a on zaśmiał się.
- Boże, nie. Jake to mój nowy znajomy.
- Tak w ogóle podałeś mi pięć imion, a mówiłeś o sześciu osobach.
- Cóż, myślałem, żeby zaprosić Lilly.
- Lilly? Lilly Horan?
- Tak, ale wątpię, że z nami pojedzie.
Zmarszczyłam brwi.
- Więc podkochujesz się w niej, mimo że ona tobą gardzi? Lubisz miłość z nienawiścią?
Zawahał się, dzięki czemu zobaczyłam, że coś przede mną ukrywa.
- Co? - nalegałam.
- Tak jakby spiknęliśmy się, ale nikomu o tym nie mówimy. I mam nadzieję, że zatrzymasz do dla siebie!
- Co, że co? Spiknęliście się? Czyli co dokładnie? Uprawialiście seks? Całowaliście się? Dotykaliście się? - zapytałam w całkowitym szoku.
- Jakby, obściskiwaliśmy się. Rany Rey, nie wchodźmy w szczegóły - powiedział, przewracając oczami.
- Dobrze. Ale wracając do twoich urodzin. Powiedzmy, że zaprosisz sześć osób, plus ty będziesz siódmy. Jeden bilet kosztuje 40 funtów, plus noc w hotelu dla siedmiu osób... to wyjdzie z tysiąc funtów? Z jedzeniem i wszystkim.
- No jasne - odpowiedział, nie zwracając uwagi na moje obliczenia, ponieważ był zajęty telefonem. - Hej... zerwałaś z Jedem?
- Czemu pytasz? - zapytałam, marszcząc brwi.
- Bo widziałem cię z Niallem na imprezie.
Spojrzałam w dół na marmurowy stolik.
- Oh.
- A teraz Lilly wysłała mi snapa z Niallem i jakąś inną dziewczyną z ich salonu. A on dodał też zdjęcie na instagrama...
Wzruszyłam ramionami.
- Nie obchodzi mnie to. Porozmawiajmy o twoich urodzinach - powiedziałam, ale trochę kłamałam, bo w jakiś pięciu procentach byłam zazdrosna.
- Więc zastanowiłeś się już? - zapytał mój ojciec, wychodząc nagle z kuchni. - Ile mam ci przelać pieniędzy?
- Cóż, sześć osób plus ja i chciałbym zostać na noc w hotelu... - zaczął Jason.
- Jeśli tak to twoja siostra też musi jechać - przerwał mu tata.
Popatrzyliśmy się na siebie. Jason uniósł brew, a ja wzruszyłam ramionami.
- W porządku.
- W takim razie ustalone. Przeleję wam po pięć tysięcy. To powinno załatwić sprawę, racja?
Oboje skinęliśmy bez słowa głowami, wymieniając spojrzenie. Typowe.
Kiedy tata wyszedł z pokoju, Jason wstał z fotela.
- Nie musisz się nami opiekować. Możesz pójść na zakupy lub...
- W porządku, naprawdę. I tak potrzebuję od wszystkiego przerwy. Zresztą, zgaduję, że szanse na obecność Lilly są teraz większe, kiedy inna dziewczyna też jedzie - stwierdziłam.
- Oh, ona uważa, że jesteś naprawdę fajna.
Uniosłam brew.
- Naprawdę?
Jason zaśmiał się.
- Tak. Ona kocha, gdy kłócisz się z Niallem.
Przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się, gdy Jason wychodził z salonu.
------------------------------------------
- Unikasz go - było pierwszym zdaniem, które usłyszałam w poniedziałek od Jake'a, kiedy wyciągałam z szafki książki, starając się zostać niezauważoną.
- Co? Kogo?
- Nialla. Lub Jeda. Suko, całowałaś się...
- Shhh! - uciszyłam go, kładąc dłoń na jego usta. - Właśnie próbuję go do kurwy unikać.
- Kogoo? Nialla czy Jeda?
- Jake, przysięgam, że jeśli jeszcze raz wypowiesz któreś z tych imion...
Nagle zauważyłam wchodzącego do szkoły Jeda. Na policzku, w miejscu w którym uderzył go Niall, przyklejony miał plaster.
- Muszę lecieć, bo będzie chciał rozmawiać, a ja już z nim skończyłam.
- Skończyłaś? - odetchnął Jake, idąc za mną korytarzem z dala od Jeda i jego zakłamania.
Skręciliśmy w lewo w stronę zachodniego skrzydła szkoły, gdzie od razu przed naszymi oczami znalazł się Niall, który rozmawiał z tą samą blondynką, z którą całował się na imprezie i z którą dodał zdjęcie na instagrama.
- Ta droga też nie jest dobra, kurwa - jęknęłam, przewracając oczami. - Słuchaj, muszę iść na zajęcia. Widzimy się na lunchu, okej? Wtedy porozmawiamy.
Jake ze zdezorientowaniem skinął głową, ale i tak pozwolił mi odejść.
Podczas lunchu usiadłam z nim i Sophią, ponieważ mój brat najwidoczniej siedział ze swoją paczką, w której znalazła się też Lilly Horan.
- Czy twój brat kończy dziś szesnaście lat? - zapytał Niall, siadając nagle naprzeciwko mnie, obok Jake'a.
- Co... tak. Czemu pytasz?
- Moja siostra też ma dzisiaj urodziny. A twój brat zaprosił ją do Thorpe Park - kontynuował Niall.
- Czemu mi to mówisz? - zapytałam, starając się zrozumieć czemu tylko ja odczuwałam zakłopotanie. Sądząc po zainteresowanych minach Jake'a i Sophii to tak właściwie byłam jedyną tam zakłopotaną osobą.
- Bo błagała mnie, żebym z nią pojechał, bo inaczej nasza matka jej nie puści. A nigdy tam nie była, mimo że zawsze bardzo chciała.
- No iii? - zapytałam, zastanawiając się dokąd to zmierzało, bo szczerze nie miałam pojęcia.
Zanim Niall mógłby odpowiedzieć, Jason usiadł obok mnie, posuwając mnie tyłkiem w lewo.
- Musimy porozmawiać. Chodzi o moje urodziny - powiedział, a ja spojrzałam na Nialla.
Wtedy Jason również go zauważył i nieco się wyprostował.
- Uh... Właściwie to pogadamy później. Kiedy nie będziesz zajęta.
- Nie, w porządku. I tak już wracałem do swojego stolika - stwierdził Niall, po czym wstał i odszedł.
Jason zaczekał, aż Niall znajdzie się wystarczająco daleko, a następnie odwrócił się do mnie.
- Słuchaj. Matka Lilly nie pozwoli jej pojechać bez Nialla. Nie podobał jej się zbytnio fakt, że będzie tam z sześcioma innymi chłopcami bez nadzoru. Dlatego błagam, nie miej nic przeciwko i jedź z nami, proszę. Naprawdę mi się podoba, a to może być moja szansa, aby...
- Jeśli użyjesz słowa przelecieć to przysięgam, że... - ostrzegłam go.
- Chciałem powiedzieć, że to może być moja szansa, aby powiedzieć jej, że ją lubię.
- Oh, rozpływam się. Wygląda na to, że miłość tak do końca jeszcze nie wyginęła - zaszczebiotał Jake z drugiego końca stołu, gdzie razem z Sophią obserwowali wszystko co działo się przed ich oczami. Jason pokazał im środkowy palec, po czym ponownie skupił się na mnie.
- Rey, proszę?
Przewróciłam oczami.
- Jasne. Ale to będzie się liczyło jako mój prezent.
Uśmiechnął się i przytulił mnie.
- Jesteś najlepsza. Kocham cię.
Następnie wstał i wrócił do swojego stolika z uśmiechem na ustach.
- Aw, jest zakochany - powiedziała Sophia.
- Ale wracając do Rey. Co się wydarzyło w piątek? Co do kurwy? Czy byłem aż tak na haju, że nic nie zauważyłem? - zastanawiał się głośno Jake, dramatycznie spoglądając w przestrzeń.
Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami, a on jedynie patrzył na mnie z szokiem.
- Więc już oficjalnie zerwaliście?
- Tak. To znaczy, nigdy nie powiedziałam tego oficjalnie. I wiem, że będę musiała z nim w końcu porozmawiać, ale jak na razie nadal jestem wkurzona.
Jake wymienił z Sophią spojrzenie.
- Więc kiedy już skończyłaś z Jedem, zamierzasz zejść się z Niallem czy...
- Nie. Zdecydowanie nie. To znaczy, nie miałabym nic przeciwko związkowi bez zobowiązań czy przyjaźni z korzyściami czy jakkolwiek to się nazywa. Ale zdecydowanie nie mieszałabym w to żadnych uczuć. No wiecie, przecież to Niall. Zresztą mam dość tych pieprzonych romansów.
- Cholera, brzmisz jak królowa lodu - odetchnął Jake, kładąc rękę na klatce piersiowej. - A ja to kocham.
Przez chwilę jedliśmy tak w ciszy, zanim Jake nie wypuścił widelca.
- Nie zniosę tej ciszy. Możemy proszę porozmawiać o fakcie, że w piątek ty i Niall eksplodujecie od tego seksualnego napięcia? No błagam, będziecie spać w tym samym pokoju do kurwy nędzy - rzucił bezładni Jake, a Sophia zaczęła się śmiać.
Spojrzałam na stolik Nialla, gdzie śmiejąc się siedział z chłopakami z drużyny, z wyjątkiem Jeda.
- Rey? Nie masz nic do dodania? - zapytała Sophia, wyrywając mnie z zadumy.
- Nie, nie bardzo - wymamrotałam, zbierając na widelec resztkę mojej szarlotki.
Gdy ją połykałam, myślałam nad słowami Jake'a, który prawdopodobnie miał rację. To znaczy, Niall i ja nie możemy siebie znieść nawzajem, ale czy nienawistny seks nie jest najlepszym seksem?

Szablon
Fantazja
Twitter