niedziela, 18 września 2016

2. Czy on ma w ogóle mózg?

Rey's POV:
- O cholera - powiedziałam, gdy tylko zaparkowałam samochód na naszym podjeździe, ponieważ zobaczyłam przed garażem czarnego Bentleya mamy.
- Kurde. Nie miała wrócić wieczorem? O Boże, nie byliśmy na to przygotowani.
Nie zrozum nas źle, kochamy naszą matkę... na pewien sposób. Po prostu czasami zbyt bardzo się starała, ponieważ doskonale wiedziała, że nie spędza z nami tyle czasu ile powinna i próbowała to nadrobić kupując nam drogie ubrania i inne rzeczy, co było trochę zbyt natarczywe.
Cóż, to nie było takie złe, jednak żadne pieniądze czy prezenty nie wynagrodzą straconego czasu. Zasadniczo wychowała nas Rosa, będąc dla nas matką jak i ojcem. Takie 2 w 1, przez co moja matka poczuła się urażona, kiedy w dziewiątej klasie poprosiłam Rosę, żeby poszła do mnie na wywiadówkę.
- Nie jestem psychicznie gotowy - westchnął Jason, gdy wysiadaliśmy z samochodu.
Upewniłam się, że go zamknęłam, chociaż tak naprawdę  rozważałam w myślach czy nie powinnam ponownie usiąść za kierownicą i pojeździć sobie po okolicy do czasu, aż nasza matka nie pójdzie spać. No cóż, było już za późno, ponieważ właśnie otworzyła drzwi i z wielkim uśmiechem spoglądała na nas.
- Moje dzieci! - wykrzyknęła tak, że od razu rozbolały mnie uszy.
Przytuliła nas, a ja prawie udusiłam się przez jej mocne perfumy.
- Przywiozłam preeezenty - zaśpiewała i ruszyła tanecznym krokiem w kierunku salonu, nie czekając nawet aż ściągniemy buty. Wymieniliśmy z Jasonem spojrzenia i ruszyliśmy za nią.
Kanapa zawalona była torbami z najróżniejszych markowych sklepów takich jak Zanotti, Moschino, Armani, Ralph Lauren, Burberry, Michael Kors, Hermes, Chanel, Gucci, D&G i oczywiście jej osobiście ulubiony Alexander Wang.
- Zapomniałaś Louisa Vuittona! - wykrzyknęłam sarkastycznie, po czym skrzyżowałam ręce.
Wiem, że byłam w tamtym momencie całkowicie niewdzięczna, ponieważ kto by nie chciał mieć rodzica, który każdego miesiąca jedzie na zakupy po najnowsze rzeczy i wykupuje najdroższe butiki?
Ale mówiąc szczerze pragnęłam jedynie normalnej mamy, z którą mogłabym plotkować o chłopakach i robić te wszystkie normalne rzeczy, o których tak właściwie nie mam pojęcia.
- Racja... cholera. Ale Alexander wkrótce wprowadzi swoją nową linię ubrań na tę jesień i powiedział, że przyśle ci torbę.
Skinęłam bez wrażenia głową. Owszem lubiłam ładne torebki i buty, ale to było za wiele. Zwłaszcza że robiła to, aby wynagrodzić nam jej brak czasu. To było trochę jakby wręczanie łapówek.
- Jason, twoje torby są po lewej. Renee, reszta jest twoja. Oh, a ta... - powiedziała, podnosząc torbę z logo Saint Laurent. - Ta jest dla Jeda.
Uniosłam brwi, ponieważ nie sądziłam, że zna imię mojego chłopaka. Raz był u nas na kolacji, gdy akurat ona była w domu. Nazwała go wtedy Jakiem.
Zawołała Rosę, aby pomogła nam zabrać rzeczy do naszych pokoi, a następnie powiedziała, że za chwilę przyjdzie nam pomóc ułożyć wszystko do szaf.
Jason pokręcił głową za jej plecami, ale i tak wziął swoje torby i poszedł ze mną na górę. Rzeczy, które udało mi się unieść, położyłam na łóżku i usiadłam obok nich. Szczerze mówiąc byłam trochę podekscytowana pudełkami z napisem Zanotti, ponieważ byłam całkowicie zakochana w ich trampkach, mimo że tak naprawdę były zbyt drogie. W życiu nie wydałabym na nie własnych pieniędzy. 900 dolarów za parę butów? Nie dziękuję. Już wolę trzymać się Vansów.
Ale jak dotąd najbardziej szaloną rzeczą są torby Hermesa. Nie dość, że są przeraźliwie drogie to nawet aż tak się nie różnią od normalnych torebek. Kiedyś, gdy byłyśmy razem z mamą na zakupach, zapytałam dlaczego nie może mi po prostu kupić torby z Forever 21 lub Hollistra, skoro są one tysiąc razy tańsze, a ona nakrzyczała wtedy na mnie, robiąc mi wykład o prawdziwych projektantach mody i takich tam. Już nigdy nie odważyłam się ponowne zadać tego pytania.
Rosa pomogła mi ułożyć nowe ubrania w mojej garderobie, po czym zapytała jak tam w szkole, lecz nie dane było mi odpowiedzieć, ponieważ przerwała nam moja matka, wchodząc do pokoju.
- Rosa? Nie powinnaś przygotowywać obiadu? - zapytała, a Rosa przytaknęła, przepraszając i wychodząc za drzwi.
- Traktuj ją z szacunkiem. Jest tutaj, aby pomagać - powiedziałam i podeszłam do biurka, gdzie położyłam wcześniej swoją torebkę.
- Więc jak tam ci minął pierwszy dzień w ostatniej klasie? - zapytała, siadając na krawędzi łóżka. Wyglądała, jakby odczuwała dyskomfort i zmuszenie.
- Naprawdę cię to obchodzi czy tylko zgrywasz dobrą matkę?
- Zależy mi, Renne - westchnęła.
- Dobrze. Było gównianie, zadowolona? Nie chcę myśleć o maturze czy o tym, że muszę uczyć się przez kolejne dziewięć miesięcy czy o tym, że niektórzy ludzie na moich zajęciach są po prostu nieznośni. Wystarczy?
- Kto jest nieznośny? Czy ktoś ci się naprzykrza? - zapytała, a ja przewróciłam oczami. Cóż, złapała mnie.
- Ten koleś, którego nie mogę znieść od dziewiątej klasy. Nie znasz go.
Uniosła brew.
- Może znam jego rodziców. Strzelaj.
- Niall Horan - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. - Raczej go nie znasz. Myślę, że mieszka w Newham.
W pewien sposób nienawidziłam tego, jak zmarszczył jej się nos. Prawdopodobnie wiedziała, że Newham jest jedną z biedniejszych gmin Londynu, a wskaźnik ubóstwa jest tam najwyższy w całym kraju. Jednak nie było potrzeby robienia tej obrzydzonej miny.
- Horan? To... czy to nie ta rodzina z trójką dzieci?
- Skąd wiesz?
- Bez znaczenia. Po prostu bądź dla niego miła, dobrze?
Byłam zaskoczona, słysząc jak te słowa wychodzą z jej ust. Niby odkąd przejmowała się tym dla kogo jestem miła?
- Coś jeszcze? - nalegała, gdy usiadłam przy biurku, jak najdalej od niej.
- Nie, nie bardzo mamo. Dzięki za prezenty, ale myślę, że wezmę się teraz za zadania domowe - skłamałam. Nie zadali nam dzisiaj żadnych prac (na szczęście), ale chciałam kupić książkę, którą zadał nam pan Andrews, ponieważ nie zamierzałam być chociażby na skraju niezdania któregoś z przedmiotów. W zeszłym roku prawie oblałam ekonomię. Nie chcę ponownie czuć tego stresu.
Spojrzałam na swoją matkę, zastanawiając się czy podłapała moją iluzję, ale oczywiście tak nie było.
- Myślę, że pojadę do galerii po książkę, którą muszę przeczytać na angielski - powiedziałam i wstałam od biurka, aby ruszyć w kierunku łazienki. Nieważne czy zostanie czy wyjdzie, tak czy tak wezmę prysznic.
Gdy skończyłam, weszłam do garderoby i wybrałam losowo białą koszulkę z nadrukiem Ramones, moje ulubione czarne jeansy z dziurami, parę trampek z krokodylej skóry od Zanotti i czarną bomberkę, która pasowała do mojej torebki.


Zadzwoniłam po Jake'a, ponieważ nie było mowy, żebym poszła tam sama. Kiedy w końcu odebrał i powiedział, że jest gotowy, uśmiechnęłam się. To był jeden z powodów dla których go kochałam - zawsze służył mi sobą, gdy go potrzebowałam.
- Gdzie idziesz? Zostawisz mnie tu samego? - wyszeptał Jason, widząc, że wychodzę z pokoju.
- Do galerii. Chcesz coś?
- Uh?! Wydostać się z tego domu? - odpowiedział w oczywisty sposób. - Daj mi minutę na założenie koszulki.
Zaczekałam na niego, a kiedy był już gotowy, zeszliśmy na dół. Nasza matka nawet nie kłopotała się, aby zapytać, o której wrócimy, gdyż była zbyt zajęta umawianiem się na jutro ze swoją osobistą stylistką.
Weszłam do auta i wypuściłam oddech ulgi, gdy tylko zamknęły się drzwi. Jason podłączył swój telefon do bluetootha mojego radia i puścił głośną muzykę techno, dlatego uruchomiłam silnik i wyjechałam z podjazdu.
Jake czekał na nas przed swoim domem. Zatrzymałam się obok niego, a on wsiadł do środka z ogromnym uśmiechem.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo pomoże nam mała terapia zakupami.
- Co się znowu stało? - zapytał Jason, patrząc na niego w lusterku.
- Powiedziałem Harremu, że Louis może być gejem i teraz on tylko o tym gada. Trochę żałuję, że to zrobiłem.
- Czekaj. Louis, w sensie Louis Tomlinson? - spytał Jason. - On jest gejem?
- Może być - odpowiedzieliśmy jednocześnie z Jakiem.
- Nie jesteśmy do końca pewni - dodałam, a Jake przewrócił oczami.
- Suko, wiedział, że twoja torba jest od Hermesa. Nawet ja tego nie wiedziałem.
- Oh, możesz już przestać z tą torbą? Porzućmy ten temat. Nie możemy osądzać go na podstawie jego wiedzy czy zachowania. Jeśli powie że jest gejem, to znaczy, że jest gejem - stwierdziłam i zatrzymałam auto przy znaku stopu, po czym ponownie wcisnęłam gaz.
Galeria Westfield London jest oddalona od mojego domu o jakieś dziesięć minut drogi, a od Jake'a dwadzieścia minut ze względu na korek. Dużo prościej byłoby po prostu pójść tam na nogach, ale leniwi idioci nalegali na samochód, a ja za bardzo lubię prowadzić, żeby długo się z nimi spierać.
Zaparkowałam na podziemnym parkingu i nie myśląc nawet o opłaceniu bileciku, ruszyliśmy w kierunku windy.
- Więc jakie sklepy dzisiaj podbijamy? - zapytał podekscytowany Jake.
Zapomniałam wspomnieć, że 'terapia zakupami' nie oznacza u Jake'a wspólnych zakupów. Oznacza, że ja kupuję, a on krytykuje absolutnie każdą jedną rzecz, jaką wezmę do ręki, dzięki czemu czuje się lepiej. Potem, gdy już skończymy, terroryzuje mnie, żebym mu kupiła jedzenie na pocieszenie.
- Cóż, najpierw chcę kupić tę książkę, którą zadał nam pan Andrews. Tak właściwie po to tu przyjechaliśmy - odpowiedziałam, a Jake w szoku prawie potknął się o własne nogi.
- Przyjechaliśmy tu po książkę? - sapnął, łapiąc się za serce. Następnie spojrzał na mojego brata. - Jason, czy ty też to słyszałeś? A może to ja po prostu oszalałem?
- Nie, naprawdę to powiedziała. Nie wiem, po prostu chciałem uciec z domu - wzruszył ramionami, wysiadając za mną z windy.
Oczywiście zanim dotarliśmy do księgarni na drugim piętrze, przejrzeliśmy sklepy Calvina Kleina, Gucciego, H&M, Miss Sixty, Top Shop i Nike'a.
Jake i Jason zmagali się ze swoimi jak i moimi torbami, a ja zgaduję, że 'mała terapia zakupami', jak to nazywa Jake, jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Weszliśmy do księgarni półtorej godziny później niż było to zamierzone, ale zdecydowanie czuliśmy się dzięki temu lepiej.
- Przepraszam, gdzie znajdę "Wielkie Nadzieje"? - zapytałam kobietę siedzącą za ladą, która spojrzała na mnie znad komputera.
- W dziale literatury angielskiej pod Dickensem.
Skinęłam głową i podziękowałam jej, po czym ruszyłam we wskazanym kierunku, gdzie od razu zauważyłam potrzebną mi lekturę.
- Skoro już tu jesteśmy, potrzebuję książkę o tym ptaku... - zaczął Jason.
- Zabić drozda - powiedział Jake, wskazując na regał. - Nudne jak cholera.
Jason wybrał książkę, po czym odwrócił głowę i spojrzał dwa razy w to samo miejsce z opóźnionym refleksem.
- Rey - powiedział, a ja spojrzałam na niego.
- Co?
- Patrz.
Razem z Jakiem podążyliśmy za jego wzrokiem, tylko po to, aby zobaczyć Nialla wchodzącego do sklepu ze swoją siostrą.
- Co oni tu robią? - zapytałam Jake'a. - To moje terytorium.
- Spokojnie niedźwiedzico - zaśmiał się Jake.
- Czy oni nie mieszkają w Newham? - ciągnęłam, starając się na nich nie gapić, żeby przypadkowo nie zabić ich moim spojrzeniem i pójść w tak młodym wieku do więzienia.
- Mieszkają, ale Jezu, daj im zrobić zakupy.
Przygryzłam wargę.
- Ale w księgarni? Serio?
Jason odwrócił się do nich plecami i spróbował schować się za regałem, ale było już z późno, ponieważ Lilly zauważyła go i szturchnęła Nialla łokciem, aby na nas spojrzał.
Nasz wzrok skrzyżował się na sekundę, zanim jego spojrzenie nie powędrowało na torby, które właśnie trzymałam w ręce. Od razu przewrócił oczami w oczywisty sposób.
Nie jestem zbyt religijną osobą, ale modliłam się do Boga, żeby pewnego dnia tak mu zostało.
Co to byłby za piękny dzień.
- Po prostu chodźmy do kasy - powiedział Jason. - Nie jestem gotowy na twoją kolejną sesję.
- Sesję? - zapytałam. - Wybacz, to co zrobiłam w stołówce było dla twojego dobra.
- Ta, ale nie prosiłem cię o to - odciął się i ukrył głowę za książką. - To było takie żenujące.
Spojrzałam na niego obrażona.
- Cóż, wybacz, że się o ciebie troszczę. W takim razie przestanę to robić.
Jason przewrócił oczami.
- Nie bądź taka dramatyczna. Chodźmy, masz swoją książkę?
Przytaknęłam i ruszyłam za nim do kasy. Czekaliśmy parę minut w kolejce, gdy poczułam coś znajomego... To był ten zapach, przez który przewracały mi się wnętrzności, a gardło skręcało się. Starałam się nie oglądnąć za siebie, ale Jake i tak to zrobił, witając się z Niallem uśmiechem i uściskiem ręki.
Gdy skończyli, Niall spojrzał na mnie oraz Jasona, ale nie powiedział ani słowa. Jak kurewsko niegrzecznie.
- Więc naprawdę planujesz odrobić tę pracę, którą zadał nam Andrews? - zapytał Niall, patrząc na książkę Jake'a.
Już miał mu coś odpowiedzieć, gdy wtrąciłam się.
- Wybacz? Mój przyjaciel nie dostanie złej oceny, ponieważ jesteś leniwym...
- Whoa, spokojnie księżniczko - roześmiał się Niall, wypowiadając ostatnie słowo w szyderczy sposób. - Tylko chciałem go zapytać, gdzie mogę znaleźć tę książkę. Nie unoś się tak.
Zauważyłam jak Jason zaciska zęby, ale nie powiedział ani słowa, co oznaczało, że jego złość przybierała na sile. Jednak nie dotarła ona do maksymalnego rozmiaru, ponieważ nie wymierzał ciosów. A przynajmniej jeszcze nie.
Jake poinstruował Nialla, gdzie znajdzie książkę, po czym jego siostra zapytała o swoją lekturę i razem odeszli, obdarowując Jake'a lekkim kiwnięciem ręką.
- Ughh - odetchnęłam, starając się uspokoić. - Przysięgam, że jeśli na starość będę cierpiała przez niego na nadciśnienie to pójdę wnieść pozew do sądu.

--------------------------------------

Rosa obudziła mnie kolejnego ranka, mówiąc, że za godzinę muszę wyjść do szkoły.
Minęły trzy miesiące ostatniej klasy, a ja nienawidziłam każdej jednej jej minuty.
Oh, chwila. Nie.
Minął dopiero jeden dzień, a ja już miałam dosyć szkoły.
Założyłam szary top, jeansy, moje ulubione białe Zanottisy oraz białą skórzaną kurtkę, którą dostałam wczoraj od mojej matki.


Gdy pakowałam książki, zauważyłam dwie nowe torebki Hermesa, które leżały na stoliku w mojej garderobie. Jedna była jasnoróżowa, druga biała. Bez dłuższego zastanowienia podeszłam do tej drugiej i włożyłam ją z powrotem do sklepowej torby.
Kiedy weszłam do kuchni, Jason już kończył jeść śniadanie, dlatego złapałam jedynie jabłko oraz drugie śniadanie, które przyrządziła nam Rosa, po czym wyszliśmy z domu.
Dotarliśmy do szkoły parę minut przed dzwonkiem, dlatego powiedziałam Sophii, że zobaczymy się na ekonomii i poszłam szukać Louisa. Prawdopodobnie wyglądałam jak totalna snobka, niosąc w jednej ręce swoją torebkę Hermesa, a w drugiej reklamówkę z tego sklepu, w której znajdowała się druga torba.
Znalazłam Louisa za szkołą, gdzie palił papierosa razem z Niallem i Zaynem.
- Uh... hej - powiedziałam z niezręcznym uśmiechem, ponieważ próbowałam z wszelkich sił nie nawiązać z Niallem kontaktu wzrokowego.
- Hej - uciął Louis, patrząc na mnie, jakby starał się odkryć czego od nich chciałam.
- Więc uh... moja matka wróciła wczoraj z Ameryki i przywiozła mi parę rzeczy. I naprawdę chciałabym, żebyś wziął tę torbę dla swojej siostry - powiedziałam, pokazując mu białą torebkę Hermesa.
Jego oczy rozszerzyły się, a on rozdziawił w szoku usta.
- O mój Boże. Mówisz poważnie? - zapytał.
- Tak. I proszę, nie myśl, że to jakaś akcja charytatywna czy coś. Po prostu nie potrzebuję kolejnej torby, a wiem, że twoja siostra naprawdę chciała ją mieć i wiem, że ona lepiej ją wykorzysta. Dlatego możesz ją dla niej wziąć. Jako prezent.
- Cóż, w tamtym miesiącu miała urodziny, a ja nic jej nie kupiłem - uśmiechnął się Louis, biorąc ode mnie torbę i przytulając mnie mocno. - Bardzo ci dziękuję.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i odsunęłam się na czas, aby zdążyć zauważyć jak Niall przewraca oczami. Odsunęłam od siebie pomysł uderzenia go z liścia. Zamiast tego postanowiłam od nich odejść z wysoko uniesioną głową oraz uśmiechem na twarzy.
- Co zrobiłaś? - zapytała Sophia, kiedy usiadłam obok niej w sali od ekonomii.
- Dałam Louisowi torebkę, którą przywiozła mi wczoraj moja matka.
Sophia wyglądała na zaskoczoną.
- Naprawdę? To miło z twojej strony.
Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami, akurat gdy do środka wszedł nauczyciel, zamykając za sobą drzwi.

-----------------------------------

Siostra Louisa podeszła do mojego stolika podczas lunchu, przytulając mnie i dziękując za torebkę. Zapytała również jak może mi się odwdzięczyć.
- Po prostu nie rzucaj szkoły i bądź miła dla swojego brata - odpowiedziałam, a ona skinęła głową i odeszła do stolika swoich przyjaciółek.
- Jesteś dzisiaj nadzwyczaj miła - zauważył Jake, biorąc łyka swojego napoju. - Czy jest jakaś szansa, ze wraca dziś Jed?
Zastanowiłam się nad tym przez sekundę.
- Właściwie, cholera. Nie zdawałam sobie z tego sprawy aż do teraz. O kurde, znowu będę musiała się ogolić - westchnęłam.
Mimo że razem z Jedem już dawno mieliśmy za sobą tę fazę każdego związku 'golenie-przed-uprawianiem-seksu', nadal lubiłam być tam gładka jak dziecko.
- Przyjdzie dzisiaj do szkoły? - zapytał Jake, a ja zmarszczyłam brwi. Wiedziałam, że wylądował w nocy na Heathrow, ale nie mówił nic o szkole. Jednak znając jego rodziców, prawdopodobnie zmusili go, żeby przyszedł dziś na lekcje. Chociaż to dziwne, bo nie widziałam go na żadnych zajęciach, a do końca dnia zostały dwie godziny.
- Chyba tak - przytaknęłam i wzięłam łyka lemoniady.
- O wilku mowa - powiedziała śpiewająco Sophia, wskazując głową na podwójne drzwi stołówki.
I oto był, oczywiście. Mój jedenastomiesięczny chłopak, Jed Elliott. Jak zwykle miał rozczochrane włosy (pewnie dlatego, że nie zdążył ich uczesać, kiedy jego matka kazała mu już wychodzić), a ubrany był w jedną ze swoich wielu koszulek z logiem jakiegoś zespołu oraz czarne, jeansowe rurki i conversy.
Uśmiechnęłam się, gdy tylko nawiązaliśmy kontakt wzrokowy i wstałam od stołu, aby do niego podbiec. Podnosił mnie i obkręcił dookoła, całując mnie w usta.
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam, uśmiechając się w jego wargi.
- Nie było mnie tylko piętnaście dni, skarbie - posłał mi uśmieszek i splótł nasze ręce, po czym ruszyliśmy w kierunku naszego stolika.
- Wieeem, ale wciąż... - odpowiedziałam.
Wymienił uścisk dłoni z Jakiem oraz moim niechętnym bratem, a następnie pocałował Sophię w policzek i usiadł na swoim miejscu obok mnie.
- Jak to się stało, że przyszedłeś dziś do szkoły? Zwłaszcza, że zostały tylko dwie lekcje? - zapytała Sophia.
Starałam się ignorować wkurzoną minę Jasona, kiedy Jed wyjaśniał nam, że jego matka kazała mu iść do szkoły, a poza tym są dzisiaj kwalifikacje do szkolnej drużyny piłki nożnej, a on chce tam być dla nowych zawodników, aby ich poznać i w ogóle.
- O cholera. Ja też mam dzisiaj poprowadzić test cheerleaderek - powiedziałam Sophii, która skinęła głową.
- O trzeciej na sali gimnastycznej - dodała, a ja przewróciłam oczami.
Szczerze mówiąc przebieranie się w cheerleaderski strój i patrzenie na podskakujących przez godzinę ludzi było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę po skończeniu lekcji. Ale przecież wiedziałam, w co się pakuję, kiedy rok temu zgodziłam się zająć pozycję współkapitana, gdy odeszła od nas Emily - główna cheerleaderka, wskazując mnie i Katherine na swoje zastępstwo. A ponieważ moja kochana kuzynka wróci z wakacji dopiero na tym weekendzie, musiałam sama nadzorować kwalifikacje i wybrać trzy z trzydziestu chętnych dziewczyn. Dzięki Bogu, że Perrie zechciała mi pomóc.
Gdy skończyliśmy rozmawiać o piłce nożnej i cheerleaderingu, zapytałam Jeda jak minął mu wyjazd, ale nie zdążył mi nawet odpowiedzieć, ponieważ rozbrzmiał dzwonek, oznaczający powrót do klas.

----------------------------------------------


- Mam tego dosyć. Wypisuję się - westchnęłam tego samego dnia o godzinie szesnastej, kiedy skończyły się testy kwalifikacyjne i razem z Perrie musiałyśmy podjąć decyzję kogo wybrać, dzięki czemu mogłybyśmy jutro wywiesić listę.
To nie było takie trudne - patrzeć jak dziewczyny tańczą trzyminutowy układ, którego wykonanie musiałyśmy ocenić w skali od 1 do 10. Jednak wolałabym patrzeć jak mój chłopak gra w piłkę nożną niż siedzieć w śmierdzącej sali, mając na sobie krótką spódniczkę i dopasowany do niej crop top.
- Nie możesz zrezygnować.
Przewróciłam oczami.
- Dobrze, w takim razie oficjalnie odchodzę.
- Rey Parker nie jest kimś, kto łatwo się poddaje. Zresztą wybór jest prosty. Lottie, Hannah i Olive.
- Olive? Nie ma mowy. W ogóle nie zgrała się z muzyką. Wolałabym Gigi - powiedziałam. - Ma grację i szybko się uczy.
Perrie zmarszczyła nos w obrzydzeniu.
- Cóż, nie lubię jej.
- Chodzi o Zayna? - zapytałam, rzucając jej zrozumiałe spojrzenie.
- Nie.
Oczywiście, że tak.
Pół roku temu Perrie i Zayn spotykali się przez parę miesięcy, dopóki Zayn nie rzucił jej z niewiadomego powodu (czyli nowej dziewczyny czyli prawdopodobnie Gigi). Zyskałam wtedy zrozpaczoną Perrie, którą musiałam trzymać z dala od zrobienia jakiejś głupiej rzeczy.
- Posłuchaj, wiem, że odczuwasz do niej niechęć i nie winię cię, ale nie winię też jej. Jeśli ktoś tu powinienem być sądzony to powinien to być tylko i wyłącznie Zayn, który zachował się jak skończony kutas. Nie mieszajmy w to Gigi.
Perrie westchnęła.
- Masz rację. Zresztą już mi przeszło - powiedziała, a ja uniosłam brew.
- Co? Jak to się stało?
- Chwilę przed rozpoczęciem wakacji uh... zaczęłam się tak jakby z kimś spotykać.
- Co? - zapytałam z szokiem. - Co oznaczają słowa 'tak jakby'? I kim jest ten ktoś?
- Cóż, nie umawiamy się jako tako, ale okazjonalnie się pieprzymy. Mniej więcej dwa razy w tygodniu.
Położyłam dramatycznie dłoń na swoim czole, udając, że zaraz zemdleję.
- Kto to?
Spojrzała na mnie z wahaniem czy mi powiedzieć.
- Myślę, że wolisz tego nie wiedzieć.
- Oh, no weź. Czy on chodzi do naszej szkoły? - zapytałam, ale wtedy moje oczy rozszerzyły się, a usta wykręciły w uśmiechu. - A może to jest jakaś dziewczyna?
- Nie - zaśmiała się, kręcąc głową. - To znaczy, nie chodzi o dziewczynę. Ale tak, on chodzi do naszej szkoły.
- No to mów dalej. Nikt nie może być aż tak zły. Chyba, że chodzi o Nialla, co byłoby po prostu... - zamilkłam, gdy zobaczyłam jej minę.
- Nie - sapnęłam, ale ona skinęła głową. Położyłam dłoń na swoim sercu.
- Nie - powtórzyłam tym razem głośniej. - Nie możesz. Nie. To... zaraz zwymiotuję.
- Oh, przestań Rey. Niall jest naprawdę miły. I można z nim porozmawiać na mnóstwo tematów. Nigdy się z nim nie nudzę.
Moje uszy płonęły, a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Cały lunch, który zjadłam trzy godziny temu podszedł mi do gardła.
- Niall Horan nie jest nudny? Czy on ma w ogóle mózg? Nie łapię - odpowiedziałam, krzyżując na piersi ręce. - Jak i kiedy i czemu?
- Cóż, to zaczęło się na tej imprezie, którą urządzili trzecioklasiści po maturze. No wiesz, nie byłaś na niej, ponieważ poleciałaś z rodziną na Bali...
- Tak, pamiętam - przytaknęłam.
- Upiliśmy się i uprawialiśmy seks. Potem przypadkiem spotkaliśmy się na kolejnej imprezie tydzień później i sprawy od tamtego czasu spotęgowały się trochę.
- I teraz jesteście przyjaciółmi z przywilejami - zauważyłam, nadal mając nadzieję, że to jakiś słaby przed-primaaprilisowy żart.
- Dokładnie.
- Czy Jake cię do tego zmusił? Powiedz mi szczerze - poprosiłam, ale ona pokręciła głową.
- No weź, Rey. Po prostu chciałam, żebyś wiedziała, gdyby to się jakoś wydało. Naprawdę nie jest taki zły, serio. Nie rozumiem czemu go nienawidzisz. Jasne, jest sarkastyczny i dowcipny i czasami irytujący, ale naprawdę potrafi być zabawny i miły, gdy tylko tego chce.
- Wybacz. Oczywiście cieszę się twoim szczęściem, ale nie mogę powiązać cech 'zabawny' i 'miły' z Niallem Horanem. I wiedz, że jest to pierwszy i ostatni raz, gdy używam tych słów z jego nazwiskiem w jednym zdaniu.
Perrie roześmiała się.
- Taka granica. Rozumiem.
Po paru sekundach ciszy postanowiłyśmy wybrać Gigi zamiast Olive, a następnie wstałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku korytarza.
Odwróciłam do niej głowę, kiedy weszłyśmy do szatni dziewcząt.
- Powiedz mi chociaż jedną rzecz - rzuciłam.
- Hm?
- Czy przynajmniej dobrze używa swojego sprzętu?

---------------------------------------
Jeśli szanujesz moją pracę poświęconą przetłumaczeniu tego rozdziału, proszę poświęć minutę i zostaw komentarz :)
#ColdWaterPL

34 komentarze:

  1. Choćby mnie torturowali, nigdy nie powiem, że Reyall jest od czegoś gorsze, bo to cholerna nieprawda. Ale nie spodziewałam się, że Perrie i Niall. To miał być Niall i Rey.W następnym rozdziale musi się pojawić kiss Reyall

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, jak zwykle wielkie dzięki za tłumaczenie ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, Niall i Perrie? WOW, ale i tak potrzebuję Reyall xd
    Dzięki za tłumaczenie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Whoa. Niall i Perrie to ostatnia rzecz jakiej się spodziewałam srsly

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje za tłumaczenie, jak zawsze najlepsze. Ale Perrie i Niall, wow, nie spodziewałam. ��

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale teraz tak na poważnie, nie mogę wyobrazić sobie razem Nialla i Perrie @NIALLSTER0

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Serio Niall i Perrie to mega dziwne
    Chcę już Reyall ♥
    Dziękuję za tłumaczenie Cudowne ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojezu :D to jest zarabiste :) dziekuje za tłumaczenie :D wychodzi ci to super

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za tłumaczenie i oczywiscie tłumacz dalej :)
    Już to uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Cel na kolejne dni: wytrzymac do next, a latwo nie bedzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziekuję za tłumaczenie! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za tłumaczenie����

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję że to tłumaczysz <3
    ps. ten szablon jest do bani bo strasznie ciężko się czyta :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne, dziękuje, że tłumaczysz :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak dziwnie się to czyta...ale jest git

    OdpowiedzUsuń
  17. no nie mogę się przyzwyczaić do takiej Rey xdd
    i dzięki wielkie za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekam na next. Dziękuję Ci za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekam na next. Dziękuję Ci za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  20. dziękuje za tłumaczenie! kocham to

    OdpowiedzUsuń
  21. dziękuje jesteś najlepsza !

    OdpowiedzUsuń
  22. Supcio <3 bardzo dziękuję za tłumaczenie jesteś najlepsza <3 nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Uwielbiam momenty kiedy Niall i Rey przypadkiem się spotykają ❤

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie mogę się przyzwyczaić do bogatej Rey i biednego Nialla cri

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz motywuje do szybszego tłumaczenia ;)

Szablon
Fantazja
Twitter